Chyba nawet nie zauważyłam, kiedy minął ten rok. Jak każdy rok miał tyle samo miesięcy, tygodni, dni, godzin, minut i sekund - co każdy miniony. A jednak wydaje się, że czas w XXI wieku mija jakby szybciej niż dawniej. I ciągle nam go brakuje... Żyjemy w takich czasach, że już nie wiemy, czy to my rządzimy czasem czy czas rządzi nami? I dlatego potrzebne są takie momenty zatrzymania - pozwalające nam na zakończenie pewnych spraw i na rozpoczęcie nowych. Można powiedzieć takie nowe początki. Dobrym początkiem może być każdy poniedziałek, każdy nowy miesiąc, ale chyba nie ma bardziej znamiennego momentu na nowy początek, niż rozpoczynający się Nowy Rok. Dobrze jest w takim momencie podsumować i zamknąć to co za nami i z nadzieją (mniejszą lub większą) wejść w przyszłość.
Tak się składa, że najczęściej otrzymywanymi przez nas drobnymi prezentami na przełomie roku są kalendarze. I gdzie tu się nimi „obwiesić”?
W naszym domowym pokoju ‘biurowym’ mam trzy kalendarze. Jeden z nich pomaga mi śledzić teraźniejszość. Jest niewielki - zawiera tylko 12 małych słupków z nazwami miesięcy i wypisanymi datami. Wisi na poziomie mojej twarzy. Jedno spojrzenie wystarcza, abym wiedziała jaki jest dzień.
Drugi kalendarz służy mi do wybiegania w przyszłość. Jest dużo większy, bo potrzebuję troszkę miejsca, aby zapisywać w nim ważne sprawy, wydarzenia, które mają mieć miejsce w przyszłości, a o których nie powinnam lub nie chcę zapomnieć. Ten na 2011 rok nie jest jeszcze zbyt zapełniony, ale hasła brzmią ciekawie: 5 stycznia spotkanie grupy „Kobiety Razem”; 9 stycznia prowadzę Betę; 13 stycznia spotkanie pastorskie; 19 stycznia biopsja guza tarczycy; 12 lutego projekcja filmu „Maria Magdalena”; 14 lutego przyjeżdża Dorotka; 26 marca spotkanie z Jagodą; itp.
I mam jeszcze jeden kalendarz - on jest najpełniej zapisany. Każdego wieczoru to, co w nim zapisuję jest już przeszłością. Jest tam opisany cały przebieg każdego dnia z mojego życia (mojej aktywności w jego różnych dziedzinach), z uwzględnieniem również tego, co działo się w życiu mojego męża/moich bliskich, i osób, które w tym dniu pojawiły się w moim życiu. Staram się, aby nic mi nie umknęło. Bardzo często, gdy przez dwa, trzy dni zapomnę o zrobieniu zapisków - nie jestem w stanie sięgnąć pamięcią dalej niż na jeden dzień wstecz. Tak wiele się dzieje, a pamięć okazuje się bardzo zawodna...
Teraz kiedy rok 2010 się kończy, często kartkuję swój kalendarz i przeglądam się w jego historii. I cieszę się, że mam ją utrwaloną, bo dzięki temu mogę powiedzieć - TO NIE BYŁ ZŁY ROK. Piszę nie był zły, bo bywały lepsze…
Na pewno był to trudny rok z powodu ważkich a nawet bolesnych decyzji i dużych zmian, jakie podjęliśmy dla naszego życia.
Na pewno był to ciekawy, chociaż momentami niełatwy rok - dla mnie i dla mojego męża - w kontekście naszej pracy.
Na pewno był to dobry rok dla nas obojga i naszych najbliższych w kontekście rodzinnym, chociaż nie zabrakło w nim momentów dramatycznych. W tym roku szczególnie cieszyliśmy się bliskością naszych dzieci (syna i synowej), które zamieszkały po sąsiedzku. A główną naszą radością było przebywanie z wnuczką - opieka nad nią i obserwowanie jej dynamicznego rozwoju. Ktoś, komu znane jest obcowanie z dwuletnim dzieckiem wie, co mam na myśli. Wracając do dramatycznych momentów, to był taki jeden acz porządny - udar mojego męża, zakończony ewidentnym Bożym cudem uzdrowienia. Więcej o tym piszę w poście "Post Scriptum". Może w mniej dramatyczny sposób, ale ja też w tym roku podupadłam na zdrowiu.
Przede mną Nowy Rok. Wchodzę w niego z wieloma sprawami wymagającymi rozwiązania, o których wiem, że nie znikną w nocy 31 stycznia wraz z wybiciem godz. 00:00. Ze sprawami, które sprawiły, że określam ten rok jako niezły, ale nie dobry. Dlatego, życzę sobie, aby poniższy fragment wiersza ks. H. Czembora skłonił mnie do bardziej optymistycznego spojrzenia na nadchodzący rok. Nawet jeżeli pewne sprawy pozostają wciąż nierozwiązane…
…nowy rok zaprasza do nowych dni
zachęca do zwiększonego wysiłku.
Obiecuje, że możliwy jest nowy początek
i odbudowa życia na gruzach przeszłości.
Na granicy starego i nowego roku
spotyka się przeszłość z przyszłością,
rezygnacja z nadzieją,
przegrana z nową szansą na zwycięstwo.
To w Chrystusie Bóg daje nam zwycięstwo,
gdy zwątpienie ustąpi miejsca wierze,
gdy beznadziejność rozświetli nadzieja,
gdy On doprowadzi nas do zwycięskiego życia.
I Wam też tego życzę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.