sobota, 11 grudnia 2010

Zaproszenie na wernisaż



Stenia jest moją przyjaciółką. Kobietą, która w wielu dziedzinach mojego życia była dla mnie wzorem, inspiracją. Szczególnie odnoszę się tu do służby/pracy z kobietami.

Z zaproszenia na wernisaż jasno wynika, że Stenia jest malarką. Wyjątkową malarką.
Pewien recenzent jej prac, pan Janusz Cegieła napisał tak: Słowo „prace” nie oddaje istoty tych swobodnych, obdarzonych kolorem szczodrze jak z rogu obfitości, pełnych fantazji, poetyckich, powiedziałbym zdarzeń. Są lekkie i wydają się przychodzić łatwo. Swoboda środków malarskich, nigdy rygoryzm, pozwala autorce przenosić się w mgnieniu oka z jednej rzeczywistości w drugą. Ze świetnego portretu dziecka potrafi zrobić całą symfonię barw i form. Znane elementy codzienności nakładają się na fantazyjne wariacje pejzażu, barwne, rozwibrowane jak niesamowita kwiecista łąka. Nawet mały, nostalgiczny pejzażyk, z zabłąkaną na górskiej ścieżce postacią, tchnie ludzką troską, współczuciem, miłością, trochę sobą zawstydzoną. Ale nie jest to malarstwo skromne, w żadnym razie ascetyczne, raczej już pełne jakby z trudem hamowanego temperamentu i energii, pełne miłości nie tyle samego malarstwa, co życia w każdym z jego przejawów.

Kiedy myślę o Steni, to przypomina mi się hasło z ulotki konferencji dla kobiet „Barwy Życia”, którą ja i Stenia, i grono innych kobiet zorganizowałyśmy. Przy Steni, która również  była jedną z mówczyń, zamieściłyśmy zdanie - Stwórca twórcy. Zdanie to połączyłam z piękną myślą Steve Stockmana: Po drugiej stronie kosmosu, po drugiej stronie czasu, Bóg przeszedł przez chaos i zaczął snuć swe wyobrażenia. Kolory - niebieski, zielony, czerwony i żółty. Wszystkie w pewien sposób ze sobą się mieszały. Jak wyglądałby kolor zielony obok niebieskiego, z cieniutką złotą nicią pomiędzy nimi? Góry. Oceany. Plaże. Rzeki. Drzewa. Kaniony. Doliny. Kształty, faktury, zapachy i smaki. Wszystkie te pojęcia istniały w Bożej wyobraźni jeszcze zanim On zdecydował się je urzeczywistnić i stworzyć Swoje artystyczne arcydzieło – świat. Bóg był Stwórcą. Pierwszą rzeczą, jaką się o Nim dowiadujemy z Pisma Świętego jest to, że był artystą. Bóg stworzył mężczyznę i kobietę na podobieństwo Swoje. Niewątpliwie, artyzm Steni to iskra Boża.

Stenia opowiada o sobie tak: Moi dziadkowie i ciocia byli artystami. Dorastałam więc w domu pełnym obrazów. Nic dziwnego, że moim mottem życiowym stały się słowa: „Sztuka będzie moim mężem, obrazy moimi dziećmi”. Na moje dzieciństwo wpływ miały Biblia, obrazy i fortepian. […] 
Dopiero śmierć Ojca pozwoliła mi spojrzeć na życie z innej perspektywy. Zaczęłam się zastanawiać, jaki jest jego sens i cel. Moim nowym mottem stały się słowa C. S. Lewisa: „Wszystko, co nie jest wieczne, jest wiecznie nieaktualne”, a moją życiową pasją - poznawanie Boga i czynienie Go poznanym. Ukończyłam akademię sztuki, wyszłam za mąż, urodziłam siedmioro dzieci. Patrzenie na nie jako na piękno Bożego stworzenia dawało mi większą satysfakcję niż malowanie. Mój czas był wypełniony zajęciami domowymi i spotkaniami z ludźmi. Czasem, kiedy ktoś ze znajomych artystów pytał mnie, czy wystawiam, opowiadałam: „Tak, pieluchy na balkonie”. Kiedy najmłodsza córka poszła do szkoły, zaczęłam malować. 
Pięć lat temu odwiedziły mnie koleżanki. Uznały, że nie powinnam chować swoich obrazów i zorganizowały dla mnie wernisaż. To dało początek kolejnym wystawom. Podczas wernisaży i wystaw mam okazję opowiadać o działaniu Boga w moim życiu. Odkąd oddałam pędzel Bogu, malowanie sprawia mi radość na tyle, na ile zbliża mnie do ludzi. Jestem wdzięczna Bogu, że poznałam prawdę o Jego miłości, że jest hojnym dawcą, który powiedział: „Ja przyszedłem, aby dać wam życie i aby wasze życie było obfite”. Teraz mogę tworzyć rzeczy, które mają znaczenie, i wprowadzać piękno w dusze i w życie innych ludzi. Obserwuję to, co ukazuje mi Bóg, aby zaświadczyć o tym pędzlem.

Może spotkamy się na wernisażu Steni?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.