środa, 28 marca 2012

Kącik dobrej książki

„Nadchodzące światowe przebudzenie”, Robert E. Coleman, Wyższe Baptystyczne Seminarium Teologiczne, Warszawa-Radość, 1999r.

Wydawca książki pisze: „Nadchodzące światowe przebudzenie” zaprasza cię do odkrycia Bożej strategii osobistego odnowienia oraz odkrycia, jak możesz na nowo rozpalić swoją duchową żarliwość, aby zapłonęła jasnym blaskiem.
Popularny autor Robert Coleman uważa, że ludzie odpowiadają na manifestację przebudzenia.. Z tej książki możesz dowiedzieć się czym jest przebudzenie. Jak przebiega. I co oznacza dla Ciebie, Twojego kościoła i całego świata. Odkryjesz także, dlaczego jest tak istotne - i dlaczego zależy od Ciebie.

Przebudzenie to szczególne duchowe zjawisko, które marzy się każdemu pokoleniu ludzi wierzących. Niektóre pokolenia były świadkami takich przebudzeń. Większość z nich jest doskonale udokumentowana, opisana dla zbudowania innych. Wyjątkowość przebudzeń polega na tym, że przychodzą, głównie za przyczyną wytrwałej modlitwy, zbierają wspaniałe duchowe żniwo i … przemijają. Obecnie żyjemy w okresie oczekiwania na kolejne wielkie duchowe przebudzenie. I trwa to już dosyć długo. Od czasu polskiego wydania tej książki minęło 12 lat i ani u nas w Polsce, ani na świecie nie wydarzyło się nic na miarę historycznych przebudzeń. Zapewne wydarzyło się coś, gdzieś lokalnie, ale nie na taką skalę, aby pisano o tym książki.

A jednak, warto pragnąć przebudzenia, modlić się o nie i warto przeczytać tę zachęcającą książkę. Chociażby dlatego, że - jak pisze autor - wielkie przebudzenia rodzą się w czasach brzemiennych w skutki kryzysów. A chyba w takich właśnie czasach żyjemy. W zasadzie nie ma dziedziny, której kryzys by nie dotykał.

Autor zaistnienie światowego przebudzenia uzależnia w zasadzie od dwóch rzeczy. 1. Od duchowego przebudzenia każdego poszczególnego chrześcijanina. Jak pisze: Przebudzenie w tym osobistym znaczeniu powinno być stałą rzeczywistością chrześcijanina. Niestety, większość z nas żyje w duchowej oziębłości, która domaga się przebudzenia. Gdybyśmy jednak przebywali w ciągłej pełni Ducha Chrystusowego, jak pragnie tego Bóg, przebudzenie byłoby naszym normalnym stanem. 2. Od duchowego przebudzenia całych kościołów (więcej o kościele za chwilę).
Te dwie rzeczy spięłabym jedną wspólną klamrą: posłuszeństwem autorytetowi Pisma Świętego, pokutą (przebudzenie nie przyjdzie do naszych serc, dopóki nie wyjdzie stamtąd grzech) i modlitwą. Sidlow Baxter powiedział: Ludzie mogą wzgardzić naszym wezwaniem, odrzucić nasze poselstwo, sprzeciwić się naszym argumentom, zlekceważyć nas samych - ale są bezradni wobec naszych modlitw.

Wrócę jeszcze do kwestii kościoła (lokalnej kongregacji lub całych denominacji). Poruszył, zasmucił i zmartwił mnie w tej książce pewien opis i dlatego zacytuję go tu w całości: Ewangelizację można nazwać duchowym termometrem zboru. Gdy społeczność wierzących zaczyna chorować, zachwianiu ulega przede wszystkim jej program ewangelizacyjny. Tradycja i samozadowolenie będą natomiast podtrzymywały realizację innych programów, których cel dawno już został zatracony. Jednak każde działanie zboru, które nie wyraża miłości Zbawiciela do zgubionych ludzi, po prostu nie ma związku z Ewangelią. Jakże smutna jest sytuacja, gdy troska o samych siebie, sprawy administracyjne, o podniesienie poziomu intelektualnego, starania o sprawy społeczne czy jakieś inne zaangażowanie o drugorzędnym znaczeniu staje się głównym celem życia zborowego.
Czyż nie brzmi to przygnębiająco, ale jakże prawdziwie? W takich warunkach przebudzenie nie jest raczej możliwe. Może warto, siedząc sobie wygodnie w kościelnej ławce, zadać sobie pytanie: Czy ktoś ostatnio został tu zbawiony?

Na zakończenie, dla pełniejszego zobrazowania problemu, zamieszczam wiersz, który przetłumaczyłam dawno temu z języka angielskiego. Autorem jest pewien młody człowiek z Indii:

Czy nie zanadto przytyłeś, mój Święty!

Pobożne formalno-nieformalne herbatki
z ciasteczkami, po godzinie Biblijnej,
napawają mnie wstrętem.
A na zewnątrz są tłumy, Panie,
czekające na Twoje zbawienie.

Te banalne wymówki dla grzechu:
Och, to tylko drobne nieposłuszeństwo...
Dramat zbawienia zredukowany
do granic nonsensu.
To też napawa mnie wstrętem.
A na zewnątrz są tłumy, Panie,
czekające na Twoje zbawienie.

Świętoszkowate żarty
i chrześcijańska ‘dobroczynność’,
opakowanie dla mglistych dyskusji.
Prawe uwagi, święte uniesienie,
które wyciska duszę z Ewangelii
i to napawa mnie wstrętem.
A na zewnątrz są tłumy, Panie,
czekające na Twoje zbawienie.

Modne dyskusje
przeinaczające prawdę.
Święte kwestie i kontrargumenty
Uprzejmości przed i po spotkaniach.
Salon rozbrzmiewający
radosnym śmiechem,
brzęk filiżanek,
wspólnota świętego ‘skręta’.
Podczas, gdy głodni
połykają własne języki.
To jeszcze bardziej napawa mnie wstrętem.
A na zewnątrz są tłumy, Panie,
czekające na Twoje zbawienie.

Hiper-duchowe wyrażanie się,
jak upiorne duchy piekieł,
gdy małe dzieci cierpią na depresję.
Ta beztroska strata czasu wieczności
zasmuca mnie.
A na zewnątrz są tłumy, Panie,
czekające na Twoje zbawienie.

Bywałem na tych herbatkach,
rozmowach, modlitwach.
Trwoniłem Twój czas bezmyślnie.
Śmiałem się, gdy inni się śmiali.
Grałem w tę ewangeliczną grę
na oczach wszystkich,
A tam na zewnątrz są tłumy, Panie,
czekające na Twoje zbawienie.

Daj mi błyskawicę i pioruny, Panie!
Daj mi krew i ogień!
Daj mi więcej miłości,
bym widział ją w działaniu
- nie w cudach, Panie.
Bym, miast wzbudzać martwych
- wzbudzał ducha nad poziomy...

Pomóż nam czynić - nie tylko być,
Wtedy nie będzie już na zewnątrz tłumów, Panie,
czekających na Twoje zbawienie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.