Ojcowska ręka - z rozważań ks. Henryka Czembora
To było dawno, w czasach mojego dzieciństwa. Gdy
szliśmy przez miasto, ojciec trzymał
mnie za rękę. Czułem się wtedy bezpieczny. Nic mi nie groziło. Przecież mój ojciec był ze mną. On taki duży i
silny, na pewno w razie niebez-pieczeństwa obroniłby mnie, małego chłopca...
Po latach ja prowadziłem
swojego syna. Gdy czuł się niepewny wyciągał do mnie swoją rękę.
Uśmiechałem się do niego i brałem w swoją dłoń jego małą rączkę. Uspokajał się
i odważnie szedł obok mnie. Już się nie bał. Przy ojcu czuł się bezpieczny...
Ale czas dzieciństwa przeminął. Przyszedł czas
dorosłości. Nie mam już ojca, a mój syn, daleko ode mnie, prowadzi za rączkę
swoją córeczkę...
Dorosły człowiek sam wyrywa
swoją rękę z ojcowskiej dłoni. Chce, a
prędzej czy później także musi, iść sam, brać odpowiedzialność za swój los, a
potem także za los swoich dzieci. Przecież jest duży i silny, jest dorosły,
jest ojcem...
Przychodzą jednak takie
chwile, kiedy potrzeba ojcowskiej dłoni, dającej poczucie pewności i
bezpieczeństwa. Potrzeba kogoś, kto
obroni, wesprze i wspomoże. Wszak dorosłość nie uwalnia od lęku, niepewności,
zagrożeń i niebezpieczeństw... Nawet w sercu najodważniejszych jest miejsce na
lęk i strach.
Są takie momenty, a czasem i okresy, kiedy zbyt słabi
jesteśmy wobec przeciwieństw losu...
Jakże dobrze wtedy znaleźć
pomocną dłoń, a w jej uścisku otrzymać wewnętrzny spokój i pewność, że ojciec
nas obroni i przeprowadzi przez wszelkie niebezpieczeństwo. [...]
***
Mamy takiego Ojca, na którego zawsze możemy liczyć,
nawet jeśli ten ziemski ojciec zawiedzie. To Pan Bóg nasz, który każdego
uspakaja i zapewnia:
„Bo Ja, Pan, jestem twoim Bogiem, który cię ująłem za
twoją prawicę, i który mówię do ciebie: Nie bój się, Ja cię wspomogę”. Ks. Izajasza 41:13
***
Tobie, Tato
dedykuję
Gwiazdkę
Którą mi
pokazywałeś
Gdy jako mała
pulchna istota
Zasypiałam na
Twoim ramieniu
Spokojna
Tobie, Tato
ofiarowuję
Historię
Którą mi
czytałeś
Gdy wtulona w
kołderkę
Pochłaniałam
uchem i duszą
Zaciekawiona
Tobie, Tato
przynoszę
Modlitwę
Którą
szepczesz
Gdy smutna, w
tarapatach
Czuję, że
wznosisz do Boga
Bezpieczna
Tobie, Tato
oddaję
Miłość
Którą mnie
otulasz
Gdy drżę w
niepewności życia
Ucząc się
stawiać krok za krokiem
Kochana
Tobie, Tato
Ja
Twoja
Księżniczka
Ewelina Tołopiło, „Malinowy śnieg”

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.