wtorek, 26 czerwca 2012

Złodziej czy zdobywca?


W niedługim odstępie czasu dwukrotnie dotarło do mnie słowo mówione (kazanie) i pisane, odnoszące się do niezbyt chlubnej postawy, jaką jest manipulowanie ludźmi w taki sposób, aby zdobywać ich sympatię. Biblia opisuje tego typu sytuację, używając bardzo ciekawego zwrotu: „ukradał serca” (B.Gd.). Mowa tu o Absalomie, który, buntując się przeciwko ojcu, królowi Dawidowi, zdobywał ludzkie serca i przychylność (II Samuelowa 15:6).

Henryk Turkanik, w swojej książce „Dekalog”, wymienia „kradzież serc” jako jeden ze sposobów przekraczania ósmego przykazania. Ale ja nie o Henryku Turkaniku i jego książce tym razem chcę pisać. O niej przy innej okazji. Właśnie ją czytam - z miłą dedykacją: „Drogim Wali i Pawłowi z wyrazami wdzięczności, Henryk Turkanik”. Zastanawiam się tylko, czym to skradłam jego serce, skąd ta wdzięczność? To przecież ja mam za co być mu wdzięczną - za książki i nauczanie.

Wracam więc do tematu. Znając autora wspomnianego kazania i tekstu pisanego oraz kontekst sytuacyjny ich powstania, mam dziwne uczucie, jakby określenie „kradzież ludzkich serc” odnosiło się do mnie i do mojego męża. Przyznaję, że na początku wywołało to moje oburzenie. Pomyślałam o naginaniu Biblii do swoich potrzeb, o nadużywaniu kazalnicy czy, jak to mówił pewien znajomy pastor, o robieniu z kazalnicy strzelnicy.

Później jednak przemyślałam sprawę, wejrzałam w głąb siebie i uczciwie stwierdziłam, że rzeczywiście przez lata naszej wspólnej służby oglądaliśmy wiele dowodów nie tylko głębokiej miłości do Boga, ale i sympatii dla nas i naszej służby. Ale czy to znaczy, że kradliśmy czyjeś serca? Nie, my nie kradliśmy i nie kradniemy serc ludzkich, my je zdobywamy. A to jest wielka różnica.

Przez 30 lat służby dla Boga (poprzez służenie ludziom) nie tylko zdobywaliśmy ludzkie serca dla Boga. My, przede wszystkim, dawaliśmy im swoje, doświadczając wiele radości, ale też doznając wielu ran. Cóż, takie jest życie. Na szczęście są to tylko wyjątkowe sytuacje, kiedy ludzie, których poprzez naszą służbę przyprowadziliśmy do Jezusa, którym ofiarowaliśmy nasze serca, przed którymi otworzyliśmy nasz dom, odpłacili nam ciasnotą swoich serc (II Koryntian 6:11-13). 

Tak więc określenie „złodzieje ludzkich serc” traktuję za komplement, ponieważ, aby zdobyć ludzkie serce dla Boga, zdobywając je wcześniej dla siebie, trzeba się napracować. To nie przychodzi łatwo. Chyba, że się ma ku temu obdarowanie. A myślę, że ja i mój mąż takie posiadamy.
Mój mąż słynie z poczucia humoru i łatwo nawiązuje znajomości oraz przyjaźnie. Ja, chociaż nie posiadam żadnej z tych rzeczy, w takim stopniu jak Paweł, też potrafię przyciągać ludzi swoim ciepłem, uśmiechem.
Moją mocną stroną jest dotyk. Nawet nie kontroluję swoich gestów, zupełnie naturalnie przychodzi mi objęcie kogoś, pogłaskanie po policzku, poczochranie po głowie (to mężczyzn :-) czy cmoknięcie w policzek. A jeśli dodatkowo poświęcimy komuś trochę czasu, to w zupełności wystarcza.
Praktyka jest taka, że ludzkiego serca nie zdobędzie się z nakazu odgórnego, czy z tytułu posiadanego tytułu (taka gra słów :-). Ludzkie serce zdobywa się miłością. Nawet dziś, w porannym rozważaniu, przeczytałam takie słowa: Miłość jest magnesem, który zbliża do siebie chrześcijan i przyciąga niewierzących do Chrystusa (Anne Cetas). Testowałam tę zasadę przez 30 ostatnich lat - DZIAŁA!

Przykład. Stosunkowo niedawno mój mąż wziął udział w pewnym „plebiscycie”. Ludzie, którzy znali go bardzo krótko (z pół roku), pisali tak: budzi zaufanie, jest bardzo przyjazny, jest otwarty i optymistyczny, ma miły wyraz twarzy, wrażliwy, dobry duszpasterz, gotów do pomocy, swoim optymizmem zaraża innych, życzliwy dla ludzi, otwartość na ludzi, bardzo przyjemny, pełen miłości do ludzi, cechuje się łagodnością i zrozumieniem ludzkich problemów, kocha ludzi, fajnie się uśmiecha, jest wrażliwy, uprzejmy, troskliwy, ciepły, można liczyć na dobre słowo z jego ust… Komuś (pewnie kobiecie) podobały się Pawła niebieskie oczy :-).
Czyż nie takimi cechami powinien wyróżniać się zdobywca ludzkich serc? No, może niekoniecznie musi mieć niebieskie oczy… Zagadką dla mnie jest jedynie to, że te same cechy, które kwalifikowały go do służby, teraz czynią go „złodziejem serc”.
Nawiasem, skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie było również negatywnych opinii. Były, ale nie przejęliśmy się nimi zbytnio. Jak to się mówi: Jeszcze się taki nie urodził, co by wszystkim dogodził.
Przy okazji padło zdanie na mój temat: Ma bardzo charyzmatyczną żonę. Podoba mi się! Tylko skromność nie pozwala mi na cytowanie wielu ciepłych słów, które słyszę i czytam na swój temat :-).

Natomiast w historii o Absalomie czytamy takie słowa: Gdy zaś ktoś podchodził do niego, aby mu się pokłonić, on wyciągał do niego rękę, brał go w objęcia i całował. Tak postępował Absalom z każdym Izraelitą, który szedł do króla na sąd, i pozyskiwał sobie (Biblia Gdańska: ukradał) serca mężów izraelskich (II Samuelowa 15,5-6).
Historia buntu Absaloma wyraźnie pokazuje na to, że postępował on niegodnie, ale czy ma ona się stać przymiarem do ustalania norm zachowania w Kościele? Czy każdy, kto wyciągnie rękę na przywitanie, obejmie ramieniem, pocałuje w policzek, powie ciepłe słowo, ma od razu być posądzany o niewłaściwe motywacje i intencje?
Nie wiem jeszcze, jakie Bóg ma dla mnie i mojego męża plany odnośnie przyszłej służby, ale wiem jedno - Bóg na pewno nie zażąda ode mnie, abym przestała być sobą. Kobietą, która zdobywa serca kobiet i mężczyzn przede wszystkim dla Jezusa - swoim ciepłem, zainteresowaniem, dobrym słowem, miłością okazaną w praktyczny sposób. Zakończę słowami wielkiego reformatora „Tak oto stoję i inaczej nie mogę…” i będę robić swoje. Na różne sposoby: pisząc tego bloga, nagrywając audycje radiowe, prowadząc grupy społecznościowe na FB (USE Reunion i Pokolenie Wiecznie Młodych 50+), pisząc mnóstwo zachęcających maili, organizując ciekawe spotkania i konferencje, spotykając się i rozmawiając z różnymi ludźmi. Pomysłów na zdobywanie ludzkich serc - dla poznania Boga lub pogłębiania relacji z Nim - mam jeszcze wiele. Tylko o siły się modlę.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.