Ktoś postawił mi pytanie: Jeżeli Bóg usunąłby z ziemi Swojego Ducha, jak bardzo zmieniłoby się twoje życie? Myślę, że mój stan zależałby od tego, jak dalece poddaję się Duchowi Świętemu i jak wiele w tym wszystkim, co robię jest Ducha, a jak wiele mnie. Zakładając, że moje życie jest całkowicie, albo w znacznej jego części poddane Duchowi, to, gdyby Go zabrakło, moje życie duchowe i chrześcijańskie stałoby się katastrofą. Oto jego scenariusz. Straciłabym pasję dla Boga. W moim życiu zabrakłoby przejawów Jego obecności - pragnienie społeczności, umiłowania Słowa, modlitwy, Bożego charakteru. Straciłabym poczucie bycia dzieckiem Bożym. Moje poznanie Boga, rozróżnianie Jego obecności i woli byłoby niemożliwe. Nie różniłabym się niczym od ludzi, którzy żyją wokół mnie bez Boga, gdyż straciłabym Bożą perspektywę na życie. Może zostałabym dobrym, moralnym człowiekiem - takim, jakich wiele na tej ziemi. Może pewne Boże nawyki pozostałyby jeszcze we mnie, ale myślę, że z czasem byłoby ich coraz mniej.
Druga opcja - jeśli w moim życiu jest więcej mnie niż Boga - bardziej bazuję na moich zdolnościach, możliwościach, zaletach, to myślę, że nadal mogłabym robić to, co robię o własnych siłach. Jest wiele twórczych i aktywnych ludzi z pomysłami, którzy robią wspaniałe rzeczy dla drugiego człowieka, bez udziału w tym Bożego Ducha. Dlatego, dla mnie, ważne jest mieć tę świadomość, że wszystko, co dzieje się w moim życiu jest darem od Boga, że On mnie wyposażył, On daje mi Swoją wizję, a rzeczy, które robię są Jego wolą i służą Jego chwale. Dla mnie przestrogą jest żart o zabraniu Ducha. Mówi on o tym, że niektóre kościoły nawet tego wtedy nie zauważą. Na szczęście Bóg tego nie zrobi, a mi pozostaje wiara, że jeśli jest coś nie tak w moim życiu z Bogiem, to On przez Ducha Świętego to skoryguje i udoskonali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.