niedziela, 5 lutego 2012

Po śmierci poetki

Poezja jest jedynie dowodem życia.
Jeżeli twoje życie mocno płonie, 
poezja jest jego popiołem.
Leonard Cohen

Jest sobotni wieczór. Po mile spędzonym z dziećmi i wnuczką dniu, po posprzątaniu i pozmywaniu, znajduję chwilę na wyjątkową lekturę.
Czytam wiersze Wisławy Szymborskiej. Dwadzieścia trzy wiersze, wykaligrafowane przez artystkę, wplecione zostały w oryginalne kompozycje plastyczne - w „zielniki” Elki Hołoweńko-Matuszewskiej. Tę przepiękną książkę dostałam od przyjaciółki na moje ostatnie urodziny. Dlatego pokuszę się na zamieszczenie tu tego okolicznościowego wiersza.

Urodziny
Tyle naraz świata ze wszystkich stron świata:
moreny, mureny i morza, i zorze,
i ogień, i ogon, i orzeł, i orzech -
jak ja to ustawię, gdzie ja to położę?
Te chaszcze i paszcze, i leszcze, i deszcze,
bodziszki, modliszki - gdzie ja to pomieszczę?
Motyle, goryle, beryle i trele -
dziękuję, to chyba o wiele za wiele,
Do dzbanka jakiego tam łopian i łopot,
i łubin, i popłoch, i przepych, i kłopot?
Gdzie zabrać kolibra, gdzie ukryć to srebro,
co zrobić na serio z tym żubrem i zebrą?
Już taki dwutlenek rzecz ważna i droga,
a tu ośmiornica i jeszcze stonoga!
Domyślam się ceny, choć cena z gwiazd zdarta -
dziękuję, doprawdy nie czuję się warta.
Nie szkoda to dla mnie zachodu i słońca?
Jak ma się w to bawić osoba żyjąca?
Na chwilę tu jestem i tylko na chwilę:
co dalsze, przeoczę, a resztę pomylę.
Nie zdążę wszystkiego odróżnić od próżni.
Pogubię te bratki w pośpiechu podróżnym.
Już choćby najmniejszy - szalony wydatek:
fatyga łodygi i listek, i płatek
raz jeden w przestrzeni, od nigdy, na oślep,
wzgardliwie dokładny i kruchy wyniośle.

***

Może tym wyznaniem stracę szacunek u niektórych czytelników, ale przyznaję, że od wielu lat czytam wyłącznie tzw. literaturę chrześcijańską. A ściślej, protestancką.
Po latach suchych, kiedy książka chrześcijańska była rzadkością, nastały lata tłuste. I ja z tych lat korzystam zachłannie. Czytam głównie książki teologiczne, z naciskiem na teologię praktyczną - czyli takie, które poruszają przeróżne aspekty życia chrześcijańskiego. Chętnie też sięgam po chrześcijańską poezję; rzadziej po beletrystykę.
Oczywiście - jak to w życiu bywa - i u mnie zdarzają się wyjątki. Między innymi, mam wyjątkowe upodobanie w twórczości księdza Jana Twardowskiego i Wisławy Szymborskiej. I jakkolwiek nie zawsze zgadzam się z teologią księdza Jana, czy ze światopoglądem pani Wisławy, to jednak uważam, iż niewielu jest w stanie odnieść się do otaczającej rzeczywistości tak pięknie jak oni.

Bo czyż nie będą nam zawsze towarzyszyły słowa księdza Twardowskiego:
Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego… 

Czy Wisławy Szymborskiej:
Żyjemy dłużej, ale mniej dokładnie i krótszymi zdaniami.

Albo, również jej:
Nic dwa razy się nie zdarza
I nie zdarzy. Z tej przyczyny
Zrodziliśmy się bez wprawy
I pomrzemy bez rutyny…

A „Schyłek wieku” poetki?
Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek.
Już tego dowieść nie zdąży,
lata ma policzone,
krok chwiejny,
oddech krótki.
Już zbyt wiele się stało,
co się stać nie miało,
a to, co miało nadejść,
nie nadeszło…

Jakże prawdziwym jest dla mnie kolejny wiersz „Jawa”.
Po dzisiejszej rozmowie z owdowiałą niedawno Teściową, zrozumiałam go jeszcze pełniej.
…W snach żyje jeszcze nasz niedawno zmarły,
cieszy się nawet zdrowiem i odzyskaną młodością.
Jawa kładzie przed nami jego martwe ciało.
Jawa nie cofa się ani o krok…

I tak mogłabym cytować i cytować. Typów mam jeszcze wiele. Na przykład „Żona Lota”. Autorka, ironizując, stara się podać prawdopodobne powody, dla których kobieta ta obejrzała się za siebie. M. in. pisze: A może zrobiła to przez nieuwagę - wiążąc rzemyk u sandała?

Jeden z moich wierszy-faworytów to „Kot w pustym mieszkaniu”. Mam kota i uważam, że są dwie osoby, które w doskonały sposób potrafią oddać kocie zachowania. To rysownik Simon Tofield i Wisława Szymborska właśnie. Ten piękny wiersz to przepiękne wyrażenie bólu po stracie bliskiej osoby. Umrzeć - tego nie robi się kotu…

Roztkliwiłam się. Chyba doświadczenia ostatnich tygodni spowodowały, że wybieram tylko takie smutne kawałki. Myślę, że pani Wisława wolałaby jednak, abym wspominała ją jako osobę figlarną, filuterną, dowcipną, ciepłą, błyskotliwą, pogodną, przyjazną, otwartą na ludzi. Skromną noblistkę, która podobno, na wieść o przyznaniu jej tej nagrody powiedziała „O Boże, dlaczego właśnie ja...”. A potem… Potem nie pamiętała, w której z 600 znajdujących się w jej  mieszkaniu szuflad, spoczęło to prestiżowe międzynarodowe wyróżnienie…

***
Przy okazji polecam niedzielne kazanie pastora Andrzeja Bajeńskiego "Przystanek Szymborska" KLIKNIJ.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.