sobota, 18 maja 2013

Kącik dobrej książki


Patrzę na ułożony na biurku stosik książek. Niedawno je przeczytałam, głównie na trasie Warszawa-Wrocław i z powrotem. Sześć godzin w jedną stronę w klimatyzowanym, wygodnym autokarze - naprawdę dobrze się czyta. Przez chwilę zastanawiałam się: W jakiej kolejności je opisać? Już prawie wiem. Największy dylemat mam z kolejnością dwóch ostatnich. Bo jak tu wybrać pomiędzy dwiema skrajnymi wizjami - duchowym przebudzeniem, a upadkiem cywilizacji?

„Prawdziwy sens życia”, Ewa von Thiele-Winckler, Ku światłu, Siegen – Allemange (Niemcy)

Trudno jest mi określić rok wydania tej pożółkłej książeczki. Pewnie są to lata 30-te ubiegłego stulecia (wydawnictwo powstało w 1926 r.). W chwili obecnej książka ewangelickiej diakonisy nie ma szansy konkurować z żadną inną współczesną książką, ale tylko pod względem okładki i szaty graficznej. Jeśli chodzi o treść, trudno dorównać jej głębi duchowej i praktycznej prostocie. Mogę spokojnie napisać, że „Prawdziwy sens życia” to takie „Chrześcijaństwo po prostu” w kobiecym wydaniu.

Właściwy cel życia Ewa von Thiele-Winckler widzi tak:

Celem życia nie jest własne szczęście, ale uszczęśliwianie innych.
Nie chodzi o to aby nas kochano,
lecz  byśmy kochali innych i dla nich byli błogosławieństwem.
Nie chodzi o to, aby własną wolę przeprowadzić, lecz aby się samego zapierać.
Nie chodzi o to, aby swoje życie znaleźć, lecz aby je utracić.
Nie chodzi o to, aby się wybić, lecz aby się zaprzeć samego siebie.
Nie chodzi o to by szukać własnego zadowolenia,
lecz radować się gdy innym dajemy zadowolenie.
Nie chodzi o to, by Bóg spełniał naszą wolę, lecz abyśmy jego wolę spełniali.
Nie chodzi o to, czy żyjemy długo, ale czy nasze życie miało właściwą treść.
Nie jest ważne co myślą i mówią o nas ludzie,
ważne jest to, czym naprawdę jesteśmy wobec Boga.
Nie chodzi o to, co czynimy, lecz jak czynimy i dlaczego.
Nie chodzi o to, kim jesteśmy, lecz jakimi jesteśmy.
Nie chodzi o to, czy mamy rozległą wiedzę, lecz czy stosujemy ja w życiu.
Nie chodzi o to, za kogo sami się uważamy, lecz czym naprawdę jesteśmy.
Nie chodzi o to, abyśmy unikali cierpień, lecz aby cierpienie spełniło w nas swój cel.
Nie chodzi o to, kiedy umrzemy, lecz o to, abyśmy byli gotowi na spotkanie z Bogiem.  

Po dalsze głębokie myśli sięgnij do książki.
Więcej o autorce: KLIKNIJ

„Chrześcijaństwo po prostu”, C. S. Lewis, Media Rodzina, Poznań, 2002r.

Po raz pierwszy zetknęłam się z tą książką w 1987 roku, w szkole biblijnej (Torchbearers Bible School w Niemczech). To była nasza obowiązkowa lektura. Książka oczywiście była po angielsku, a poziom mojego angielskiego był taki, że łatwo mogłam pomylić „Mere Christianity” z „Merry Christmas” :-). Jakoś przez nią przebrnęłam, chociaż nawet czytana po polsku nie należy do najłatwiejszych. Jest to książka teologiczno-filozoficzna … skierowana do tych, którzy chcieliby wierzyć, ale intelekt im nie pozwala. Jest więc to książka, która stawia pytania i odpowiada na nie, podsuwa wątpliwości i rozwiewa je. Jest zarówno przygodą intelektualną, jak i duchową, przeznaczoną dla wątpiących i poszukujących, dla chrześcijan i niechrześcijan.

W uproszczeniu książkę dzielę na dwie dziedziny - na czystą teologię, poruszającą kwestie doktrynalne i światopoglądowe i na teologię praktyczną, która bezpośrednio dotyka życia chrześcijańskiego i chrześcijańskiego postępowania. Bardzo cenne lekcje, jakby wyprzedzające czasy mistrza Lewis’a. Bo przecież książka powstała w 1942 roku, co wskazuje na ponadczasowość Pisma Świętego i niesamowitą mądrość i intuicję autora książki. Mi szczególnie przypadł do gustu rozdział „Małżeństwo chrześcijańskie”. Powinien być obowiązkowym materiałem do przestudiowania podczas tzw. przygotowań przedmałżeńskich.

Oczywiście, całość jest godna polecenia. Chyba każdy chrześcijanin raz w życiu powinien przeczytać „Chrześcijaństwo po prostu”. (Dostępny jest również audiobook - czyta Zbigniew Zapasiewicz.)

„Ludzie i idee”, Edward Czajko, Warszawskie Seminarium Teologiczne, Warszawa, 2009r.

Okazuje się, że chrześcijaństwo nie jest takie po prostu. W kwestiach wiary można zastosować stare przysłowie i powiedzieć „ile ludzi tylu… teologów”. Autor skupia się na zaledwie jednym obszarze tematyki biblijnej - jest nią eschatologia. Przedstawia myśli i poglądy dziewięciu teologów. Jak pisze wydawca: Czytelnik znajdzie tu opis najważniejszych stanowisk eschatologicznych funkcjonujących w kręgach ewangelikalnych. Autor rzetelnie referuje ich poglądy, uzupełniając je wątkami biograficznymi. Nie stroni od uwag krytycznych wobec tych stanowisk, które w wyniku błędnego, literalnego odczytywania proroctw i języka apokaliptycznego Pisma, wywołują w wierzących poczucie zagrożenia, a w swej formie przypominają coś w rodzaju chrześcijańskiego horoskopu.

Książka zawiera jeszcze dwie części. Gorąco polecam recenzje książki Johna Stotta „Chrystus Niezrównany” i polskich przekładów Martyna Lloyda-Jonesa.

Równie ciekawa i inspirująca jest część „Sylwetki ruchu zielonoświątkowego”. Szczególnie cenne są dla mnie polskie sylwetki. Te najbardziej mi znane - Sergiusza Waszkiewicza i Aleksandra Rapanowicza.

„Przebudzenie w Polsce”, Godson Onykwere, Wydawnictwo Pielgrzym, Choszczno, 2000r.

Godson Onykwere, to nikt inny, jak najpopularniejszy poseł Platformy Obywatelskiej roku – John Godson. Godson, zanim został posłem, był pastorem i koordynował pracę Misji Pielgrzym Polska i  Centrum Wstawienniczego Getsemane. Mieszkał w Choszcznie. Po przeprowadzce do Łodzi zaczęła się jego kariera polityczna.

John Godson pojęcie „przebudzenie” definiuje w następujący sposób: Przebudzenie to po prostu Boża obecność. Gdy nadchodzi przebudzenie, ludzie zaczynają odczuwać Bożą obecność. Nie ma już miejsca dla grzechu. Ludzie płaczą i wołają o zbawienie. Chrześcijanie uświęcają się, widać coraz większe pragnienie służenia i oddawania czci Bogu. Ewangelizacja staje się bardzo łatwa. Ludzie pytają: Co mamy czynić, abyśmy byli zbawieni? Niektórzy zaczynają płakać, nawet nie wiedząc czemu. Porządek w kościele zostaje naruszony. Ludzie płaczą i modlą się. Do przebudzenia nie ma drogi na skróty. Kluczem jest modlitwa.

Autor w rozszerzeniu tytułu podaje: Jak modlitwa zmieni Polskę. A we wstępie pisze: Bóg ma szczególny plan dla Polski. Polska leży w sercu Boga. … Polacy są proroczym narodem. … Dalej czytamy: Bóg wybrał kościół w Polsce, żeby przyniósł przebudzenie do tej części świata. …

Chciałabym autorowi zadać kilka pytań, dotyczących rozdziału „Kościół w Polsce w czasie przebudzenia”. Na razie nic, z wymienianych przez niego rzeczy, się nie wydarzyło. Nie wzrosła liczba kościołów, ani liczba ich członków. Polska nie stała się kluczowym krajem w dziele ewangelizacji, ani głównym krajem, wysyłającym misjonarzy. Minęło 13 lat od wydania tej książki. Myślę, że to wystarczający okres, aby zweryfikować fakt czy w Polsce miało miejsce duchowe przebudzenie czy nie. Niestety, nie miało. I nie  mogę tu mieć pretensji do Godsona, który się na taką okoliczność zabezpieczył: Zgodnie z proroctwem (gdzieś przegapiłam źródło tego proroctwa), przebudzenie w Polsce będzie wielkie. Musimy na nie czekać. Chociaż się opóźnia, będziemy czekać wytrwale, aż nadejdzie.

Skoro przebudzenia nie było i nie ma (a może zaczyna się tam, gdzie my się tego nie spodziewaliśmy?), czy należy się zniechęcać i poddawać? Nie! Książka Johna Godsona jest wciąż aktualna przez jej praktyczny wymiar. Autor podaje wiele wskazówek, jak się do przebudzenia przygotować. Jak je sprowadzić na naszą polską ziemię, aby naprawdę odmienić jej oblicze.
Wskazówek jest wiele, ale kluczem, jak pisze Godson, jest modlitwa.

„Upadek cywilizacji”, Bert Clendennen, Voice of Victory Publications, Texas/USA

Autor tej książki do optymistów nie należy. Jest raczej realistą, który widzi otaczający nas świat takim jakim on jest i dokąd zmierza. Tekstem biblijnym, na którym opiera się autor jest List do Rzymian 1:21-32. W naszych ‘brytyjkach’ fragment ten jest zatytułowany „Grzechy pogan”.  Ale Bert Clendennen za katastroficzny stan duchowy i moralny tego świata nie wini tylko pogan. Pisze on: Ta cywilizacja się kończy. Kiedy diabeł zwiódł kościół, by zamienił prawdę, usuwając to, co jest prawdą absolutną, reszta poszła już łatwo. Ten świat, kierowany etyką sytuacji, stacza się w dół w kierunku piekła i sądu. Kiedy nie będzie już prawdy absolutnej, kiedy kaznodzieja przestanie mówić „Nie będziesz…”, kiedy nie ma już wyraźnej granicy, wtedy nie ma już według czego żeglować i zaczynamy bezwładnie dryfować. … Bez prawdy absolutnej Słowa Bożego nie ma już nic, co by wyznaczało kierunek.      

Czytelnik nie musi zgadzać się ze wszystkim, co pisze autor. Niektóre rzeczy może uznać za przesadzone. Ja momentami tak reagowałam. Myślę jednak, że będzie większą korzyścią przeczytanie tej książki niż jej zlekceważenie. Tym bardziej, że naprawdę żyjemy w świecie, który pod względem moralnym, etycznym zmierza ku zagładzie. Przyznaję, że jest mi coraz trudniej się w nim odnaleźć i go rozumieć.



                     

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.