Patrzę na ułożony na biurku
stosik książek. Niedawno je przeczytałam, głównie na trasie Warszawa-Wrocław i
z powrotem. Sześć godzin w jedną stronę w klimatyzowanym, wygodnym autokarze -
naprawdę dobrze się czyta. Przez chwilę zastanawiałam się: W jakiej kolejności
je opisać? Już prawie wiem. Największy dylemat mam z kolejnością dwóch
ostatnich. Bo jak tu wybrać pomiędzy dwiema skrajnymi wizjami - duchowym
przebudzeniem, a upadkiem cywilizacji?
„Prawdziwy sens życia”, Ewa von Thiele-Winckler, Ku światłu,
Siegen – Allemange (Niemcy)
Trudno jest mi określić rok
wydania tej pożółkłej książeczki. Pewnie są to lata 30-te ubiegłego stulecia
(wydawnictwo powstało w 1926 r.). W chwili obecnej książka ewangelickiej diakonisy
nie ma szansy konkurować z żadną inną współczesną książką, ale tylko pod
względem okładki i szaty graficznej. Jeśli chodzi o treść, trudno dorównać jej
głębi duchowej i praktycznej prostocie. Mogę spokojnie napisać, że „Prawdziwy
sens życia” to takie „Chrześcijaństwo po prostu” w kobiecym wydaniu.
Właściwy cel życia Ewa von
Thiele-Winckler widzi tak:
Celem życia nie jest własne szczęście, ale uszczęśliwianie innych.
Nie chodzi o to aby nas kochano,
lecz byśmy kochali innych i dla
nich byli błogosławieństwem.
Nie chodzi o to, aby własną wolę przeprowadzić, lecz aby się samego
zapierać.
Nie chodzi o to, aby swoje życie znaleźć, lecz aby je utracić.
Nie chodzi o to, aby się wybić, lecz aby się zaprzeć samego siebie.
Nie chodzi o to by szukać własnego zadowolenia,
lecz radować się gdy innym dajemy zadowolenie.
Nie chodzi o to, by Bóg spełniał naszą wolę, lecz abyśmy jego wolę
spełniali.
Nie chodzi o to, czy żyjemy długo, ale czy nasze życie miało właściwą
treść.
Nie jest ważne co myślą i mówią o nas ludzie,
ważne jest to, czym naprawdę jesteśmy wobec Boga.
Nie chodzi o to, co czynimy, lecz jak czynimy i dlaczego.
Nie chodzi o to, kim jesteśmy, lecz jakimi jesteśmy.
Nie chodzi o to, czy mamy rozległą wiedzę, lecz czy stosujemy ja w
życiu.
Nie chodzi o to, za kogo sami się uważamy, lecz czym naprawdę jesteśmy.
Nie chodzi o to, abyśmy unikali cierpień, lecz aby cierpienie spełniło
w nas swój cel.
Nie chodzi o to, kiedy umrzemy, lecz o to, abyśmy byli gotowi na
spotkanie z Bogiem.
Po dalsze głębokie myśli sięgnij
do książki.
Więcej o autorce: KLIKNIJ
„Chrześcijaństwo po prostu”, C. S. Lewis,
Media Rodzina, Poznań, 2002r.
Po raz pierwszy zetknęłam się z
tą książką w 1987 roku, w szkole biblijnej (Torchbearers Bible School w
Niemczech). To była nasza obowiązkowa lektura. Książka oczywiście była po
angielsku, a poziom mojego angielskiego był taki, że łatwo mogłam pomylić „Mere
Christianity” z „Merry Christmas” :-). Jakoś przez nią przebrnęłam, chociaż nawet
czytana po polsku nie należy do najłatwiejszych. Jest to książka
teologiczno-filozoficzna … skierowana do
tych, którzy chcieliby wierzyć, ale intelekt im nie pozwala. Jest więc to
książka, która stawia pytania i odpowiada na nie, podsuwa wątpliwości i
rozwiewa je. Jest zarówno przygodą intelektualną, jak i duchową, przeznaczoną
dla wątpiących i poszukujących, dla chrześcijan i niechrześcijan.
W uproszczeniu książkę dzielę na
dwie dziedziny - na czystą teologię, poruszającą kwestie doktrynalne i
światopoglądowe i na teologię praktyczną, która bezpośrednio dotyka życia
chrześcijańskiego i chrześcijańskiego postępowania. Bardzo cenne lekcje, jakby
wyprzedzające czasy mistrza Lewis’a. Bo przecież książka powstała w 1942 roku,
co wskazuje na ponadczasowość Pisma Świętego i niesamowitą mądrość i intuicję
autora książki. Mi szczególnie przypadł do gustu rozdział „Małżeństwo
chrześcijańskie”. Powinien być obowiązkowym materiałem do przestudiowania
podczas tzw. przygotowań przedmałżeńskich.
Oczywiście, całość jest godna
polecenia. Chyba każdy chrześcijanin raz w życiu powinien przeczytać
„Chrześcijaństwo po prostu”. (Dostępny jest również audiobook - czyta Zbigniew
Zapasiewicz.)
„Ludzie i idee”, Edward Czajko, Warszawskie Seminarium
Teologiczne, Warszawa, 2009r.
Okazuje się, że chrześcijaństwo
nie jest takie po prostu. W kwestiach
wiary można zastosować stare przysłowie i powiedzieć „ile ludzi tylu…
teologów”. Autor skupia się na zaledwie jednym obszarze tematyki biblijnej -
jest nią eschatologia. Przedstawia myśli i poglądy dziewięciu teologów. Jak
pisze wydawca: Czytelnik znajdzie tu opis
najważniejszych stanowisk eschatologicznych funkcjonujących w kręgach
ewangelikalnych. Autor rzetelnie referuje ich poglądy, uzupełniając je wątkami
biograficznymi. Nie stroni od uwag krytycznych wobec tych stanowisk, które w
wyniku błędnego, literalnego odczytywania proroctw i języka apokaliptycznego
Pisma, wywołują w wierzących poczucie zagrożenia, a w swej formie przypominają
coś w rodzaju chrześcijańskiego horoskopu.
Książka zawiera jeszcze dwie
części. Gorąco polecam recenzje książki Johna Stotta „Chrystus Niezrównany” i
polskich przekładów Martyna Lloyda-Jonesa.
Równie ciekawa i inspirująca jest
część „Sylwetki ruchu zielonoświątkowego”. Szczególnie cenne są dla mnie
polskie sylwetki. Te najbardziej mi znane - Sergiusza Waszkiewicza i Aleksandra
Rapanowicza.
„Przebudzenie w Polsce”, Godson
Onykwere, Wydawnictwo Pielgrzym, Choszczno, 2000r.
Godson Onykwere, to nikt inny,
jak najpopularniejszy poseł Platformy Obywatelskiej roku – John Godson. Godson,
zanim został posłem, był pastorem i koordynował pracę Misji Pielgrzym Polska
i Centrum Wstawienniczego Getsemane.
Mieszkał w Choszcznie. Po przeprowadzce do Łodzi zaczęła się jego kariera
polityczna.
John Godson pojęcie
„przebudzenie” definiuje w następujący sposób: Przebudzenie to po prostu Boża obecność. Gdy nadchodzi przebudzenie,
ludzie zaczynają odczuwać Bożą obecność. Nie ma już miejsca dla grzechu. Ludzie
płaczą i wołają o zbawienie. Chrześcijanie uświęcają się, widać coraz większe
pragnienie służenia i oddawania czci Bogu. Ewangelizacja staje się bardzo
łatwa. Ludzie pytają: Co mamy czynić, abyśmy byli zbawieni? Niektórzy zaczynają
płakać, nawet nie wiedząc czemu. Porządek w kościele zostaje naruszony. Ludzie
płaczą i modlą się. Do przebudzenia nie ma drogi na skróty. Kluczem jest
modlitwa.
Autor w rozszerzeniu tytułu
podaje: Jak modlitwa zmieni Polskę. A
we wstępie pisze: Bóg ma szczególny plan
dla Polski. Polska leży w sercu Boga. … Polacy są proroczym narodem. … Dalej
czytamy: Bóg wybrał kościół w Polsce,
żeby przyniósł przebudzenie do tej części świata. …
Chciałabym autorowi zadać kilka
pytań, dotyczących rozdziału „Kościół w Polsce w czasie przebudzenia”. Na razie
nic, z wymienianych przez niego rzeczy, się nie wydarzyło. Nie wzrosła liczba
kościołów, ani liczba ich członków. Polska nie stała się kluczowym krajem w
dziele ewangelizacji, ani głównym krajem, wysyłającym misjonarzy. Minęło 13 lat
od wydania tej książki. Myślę, że to wystarczający okres, aby zweryfikować fakt
czy w Polsce miało miejsce duchowe przebudzenie czy nie. Niestety, nie miało. I
nie mogę tu mieć pretensji do Godsona,
który się na taką okoliczność zabezpieczył: Zgodnie
z proroctwem (gdzieś przegapiłam źródło tego proroctwa), przebudzenie w Polsce będzie wielkie. Musimy na nie czekać. Chociaż
się opóźnia, będziemy czekać wytrwale, aż nadejdzie.
Skoro przebudzenia nie było i nie
ma (a może zaczyna się tam, gdzie my się tego nie spodziewaliśmy?), czy należy
się zniechęcać i poddawać? Nie! Książka Johna Godsona jest wciąż aktualna przez
jej praktyczny wymiar. Autor podaje wiele wskazówek, jak się do przebudzenia
przygotować. Jak je sprowadzić na naszą polską ziemię, aby naprawdę odmienić
jej oblicze.
Wskazówek jest wiele, ale kluczem, jak pisze Godson, jest modlitwa.
„Upadek
cywilizacji”, Bert Clendennen, Voice of Victory Publications, Texas/USA
Autor tej książki do optymistów
nie należy. Jest raczej realistą, który widzi otaczający nas świat takim jakim
on jest i dokąd zmierza. Tekstem biblijnym, na którym opiera się autor jest
List do Rzymian 1:21-32. W naszych ‘brytyjkach’ fragment ten jest zatytułowany „Grzechy
pogan”. Ale Bert Clendennen za
katastroficzny stan duchowy i moralny tego świata nie wini tylko pogan. Pisze
on: Ta cywilizacja się kończy. Kiedy
diabeł zwiódł kościół, by zamienił prawdę, usuwając to, co jest prawdą
absolutną, reszta poszła już łatwo. Ten świat, kierowany etyką sytuacji, stacza
się w dół w kierunku piekła i sądu. Kiedy nie będzie już prawdy absolutnej,
kiedy kaznodzieja przestanie mówić „Nie będziesz…”, kiedy nie ma już wyraźnej
granicy, wtedy nie ma już według czego żeglować i zaczynamy bezwładnie
dryfować. … Bez prawdy absolutnej Słowa Bożego nie ma już nic, co by wyznaczało
kierunek.
Czytelnik nie musi zgadzać się ze
wszystkim, co pisze autor. Niektóre rzeczy może uznać za przesadzone. Ja
momentami tak reagowałam. Myślę jednak, że będzie większą korzyścią
przeczytanie tej książki niż jej zlekceważenie. Tym bardziej, że naprawdę
żyjemy w świecie, który pod względem moralnym, etycznym zmierza ku zagładzie.
Przyznaję, że jest mi coraz trudniej się w nim odnaleźć i go rozumieć.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.