„Spotkanie z Jezusem”
Serdecznie zachęcam do poczynienia pewnego wysiłku (poszukanie w wypożyczali lub na Allegro, czy zakup u dystrybutora) i obejrzenia w gronie rodzinnym pięknego filmu animowanego „Spotkanie z Jezusem”.
Tytuł angielski „The Miracle Maker” (Cudotwórca), z 1999r., 90min, reżyseria: Derek W. Hayes, Stanislav Sokolov, sce-nariusz: Murray Watts, dystrybutor: Monolith Films.
Na zachętę zamieszczam ciekawą recenzję Krzysztofa Łukaszewicza na temat tego filmu:
[…] Wydawało się, że Shrek stanowi na dzień dzisiejszy absolutny i niedościgły wzór do naśladowania dla twórców filmów animowanych. Wygenerowana na najnowocześniejszych komputerach, dopraco-wana do ostatnich szczegółów grafika pozwala widzowi odkryć w wirtualnych bohaterach szczegóły ruchu i mimiki, których nigdy w życiu nie zauważyłby u żywego aktora. Okazuje się jednak, że w tej, jakże sympatycznej rodzinie filmów animowanych, istnieją spore pokłady możliwości, przy czym niekoniecznie leżące tylko w mocach przerobowych gigapecetów. Przekonują o tym rosyjscy lalkarze, którzy wspólnie ze swymi brytyjskimi kolegami stworzyli animowane arcydzieło, bo takim z pewnością nazwać można „Spotkanie z Jezusem” - opowieść o trzech ostatnich latach życia Jezusa.
Jak sugeruje tytuł oryginalny, Chrystus ukazany jest tu przede wszystkim jako cudotwórca i uzdrowiciel, a także, jak to w filmach skierowanych głównie do najmłodszych - wielki Przyjaciel dzieci. Jezusowi przez cały czas towarzyszy w tle uzdrowiona przezeń z nieuleczalnej choroby dziewczynka, która nawet w chwili Jego męki nie traci wiary i nadziei.
Ciekawą interpretację stanowi postać Judasza - bojownika o wyzwolenie Izraela, który wydaje Nauczyciela nie z chęci zysku, lecz z rozczarowania Jego ugodową postawą wobec Rzymu.
Scenom kukiełkowym towarzyszą umiejętnie wplecione sekwencje rysunkowe. Dzieje się tak zarówno w retrospekcjach z życia Jezusa, jak i Jego przypowieściach. Kunszt rosyjskich lalkarzy oddaje otwarcie filmu - ogólny plan jeziora i miasteczka Nazaret. Brzeg, do którego zawijają łodzie rybackie, tętni życiem rojąc się od bazarów, przekupniów, podróżnych i wielbłądów. Wrażenie jest zadziwiające - jakby w planie występowali żywi aktorzy, statyści i zwierzęta. Złudzenie trwa przez kolejne sekundy, aż do momentu zbliżeń postaci. Każda z nich ma swoją własną mimikę twarzy, nie wspominając już o specyficznym sposobie poruszania. Może nie dziwi to w dobie Shreka, ale pamiętajmy, że kukiełki liczą sobie nie więcej niż ćwierć metra wzrostu, a ich główki - po cztery, pięć centymetrów. Największa dekoracja - Świątynia Salomona w Jerozolimie ma około stu centymetrów, a wrażenie - nie gorsze niż na Zatybrzu w „Quo vadis”.
Wyjątkowa jest strona dźwiękowa - symfoniczna, autentycznie poruszająca muzyka i wspaniały dubbing.
Film ma spore szanse znaleźć się wśród najlepszych klasyków swego gatunku, a przede wszystkim zagościć na domowych ekranach w świątecznych repertuarach telewizyjnych. [...]
I, oby tak się stało…
Film ten rzeczywiście okazał się wspaniałym narzędziem, podczas akcji „Gwiazdkowa Niespodzianka”, przeprowadzonej w Domu Sztuki na warszawskim Ursynowie, w roku 2005. Ewangelia była przedstawiona dzieciom jasno i klarownie. Śmierć Jezusa została pokazana z dużą wrażliwością w stosunku do małego widza, ale bardzo czytelnie. Końcowe minuty filmu pięknie przedstawiają fakt zmartwychwstania Jezusa, Jego objawianie się uczniom oraz wniebowstąpienie.
Przekaz filmu tchnie nadzieją na życie wieczne. Dwukrotnie przytaczane są słowa Jezusa: „Niechaj się nie trwoży serce wasze; wierzcie w Boga i we mnie wierzcie! W domu Ojca mego wiele jest mieszkań; gdyby było inaczej, byłbym wam powiedział. Idę przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę znowu i wezmę was do siebie, abyście, gdzie Ja jestem, i wy byli.” (Ew. Jana 14:1-3)
Sala kinowa Domu Sztuki wypełniona była po brzegi (ok. 150 dzieci). Dzieci oglądały film z dużym zaciekawieniem. Przyjemnością było patrzeć na ich szeroko otwarte oczy, rozdziawione buźki czy pełną napięcia stojącą postać małego ciałka, przywierającego do oparcia fotela sąsiada siedzącego z przodu.
Dzieci bardzo dzielnie zniosły 90 minutowy seans. Jedynie sporadycznie zdarzało się, że jakiś maluch (było troszkę dzieci poniżej wieku, jaki był określony na zaproszeniu) zapłakał zniecierpliwiony. Podczas sceny ukrzyżowania Jezusa dał się słyszeć głos z sali: Ja zamknę oczy, a ty mi potem powiesz, co się stało! (Zaletą tego spotkania był fakt, że mamusie młodszych dzieci mogły pozostać na seans razem ze swoimi pociechami.)
Naprawdę, warto obejrzeć ten film. Z korzyścią nie tylko dla naszych pociech (dzieci, wnuków), ale nas samych.
Piszę o tym na tyle wcześnie, aby zainteresowani zdążyli dotrzeć do tego filmu przed Świętami. Odsyłam również na właściwą stronę: KLIKNIJ.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.