poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Byłem w więzieniu...


Kilka dni temu natknęłam się na stronie „Extant Magazine” (KLIKNIJ) na informację, że w wieku 80 lat zmarł Chuck Colson (Charles W. Colson). Znana i ceniona postać w kręgach ewangelicznego chrześcijań-stwa.
I nie tylko w tych kręgach... Chuck Colson, w latach 1969-1973, był doradcą prezydenta Richarda Nixona. Niestety, był też jednym z wielu zamie-szanych w aferę Watergate. Został skazany na trzy lata więzienia, z czego odsiedział siedem miesięcy.

To był chyba najważniejszy okres jego życia. Mianowicie, Chuck Colson nawrócił się w więzieniu i opisał swoje przeżycie w książce „Born Again” (Narodzony na nowo).
Radykalne zmiany, jakie nastąpiły w jego życiu, sprawiły, że w krótkim czasie po wyjściu na wolność Chuck zakłada Prison Fellowship (Wspólnotę Więzienną) - największą na świecie organizację, docierającą z Ewangelią do więźniów, byłych więźniów i ich rodzin.
Jak twierdzi Colson „Wspólnota Więzienna” nie jest dziełem jednej osoby, ale składa się z kobiet i mężczyzn wezwanych do głoszenia chwały Bożej w więzieniach… . Niesiemy nie magiczną różdżkę, ale Krzyż. I musimy pamiętać o tym, co on symbolizuje - cierpienia, prześladowania, upadki - nie sukcesy tego świata, ale ostateczną i znacznie większą nagrodę Bożej pochwały.

Informacje o innych jego dokonaniach i osiągnięciach są dostępne w Internecie. Ja pozostanę przy tematyce więziennej. 
W roku 1995 Wydawnictwo „Vocatio” wydało książkę „Nadzieja spoza krat”. Opracowana ona została przez Betty Mc Kay i Louise Purvis i opowiada o tym, jak rodzi się szkocka Wspólnota Więzienna. Mówi też o wizycie Chucka Colsona w Szkocji.
(Warto tu wspomnieć, że tego typu wspólnoty są już obecne w ponad 110 krajach świata.)

Książka jest poruszająca. Rzadko jedno dzieło ma tak dziwny zespół autorski: więźniowie, byli więźniowie, personel więzienny, członkowie wspólnoty spoza środowiska więziennego. Czy możecie sobie wyobrazić urzędnika więziennego, który spędza swój wolny dzień na przepisywaniu rozdziału napisanego przez jednego z więźniów? W tej wspólnocie jest to możliwe.
Ksiądz Jan Sikorski (były Naczelny Kapelan Więziennictwa w RP) pisze o książce: Książka, którą Państwo trzymają w ręku, wprowadza Was w zastraszający świat marginesu ludzkiego. Są w niej jednak niebanalne i nietypowe, choć pasjonujące historie zabłąkanych, ale i odnajdywanych owiec. Szaleńcy ze Szkockiego Bractwa Więziennego uwierzyli, że trzeba szukać tych zgubionych….
Jak sobie to wyobrażam, to właśnie do nich Jezus powie: Byłem w więzieniu, a przychodziliście do mnie… (Ew. Mateusza 25:36c).

Dotąd jeszcze nie miałam możliwości przekroczyć progów polskiego więzienia. Mój mąż był w kilku więzieniach i aresztach, i z pierwszej ręki wiem, że jest to niesamowite przeżycie. Natomiast, dane mi było  być w amerykańskim więzieniu, na Florydzie. Dokładnie 3 listopada 2007 roku, na kilka dni przed moimi urodzinami. Cieszyłam się, że udało mi się z niego wyjść i mogłam celebrować urodziny na wolności :-). Oczywiście, nie było aż tak groźnie, ale podczas formalności w więziennej recepcji zagubiono prawo jazdy naszego opiekuna i przez dłuższą chwilę nie było nam wesoło. Nic nie zrobiliśmy, a czuliśmy się winni. Dokument znalazł się dopiero po trzech dniach, w tejże recepcji.

W wiezieniu tym, byliśmy na dwóch różnych spotkaniach (dobrowolne nabożeństwo dla więźniów odbyło się w kaplicy więziennej). Grupy więźniów różniły się kalibrem przestępstwa. Oczywiście, przeważali afro-amerykańscy więźniowie.
Obydwoje zaśpiewaliśmy (ja i Paweł). A Paweł opowiedział im historię syna marnotrawnego, ubogacając ją opowieściami o relacjach ze swoim ojcem. To był strzał w dziesiątkę. Trafił w ich czuły punkt. Kapelan więzienny powiedział nam po spotkaniu, że większość z więźniów zmaga się z tzw. raną ojca.
Po tylu latach trudno jest mi oddać atmosferę tych spotkań, ale pamiętam, że dostarczyły nam one niesamowitych  przeżyć duchowych i wzruszeń. O drugim z nich, w swoim pamiętniku, zapisałam wtedy takie słowa: Na drugie spotkanie przyszliśmy już dosyć zmęczeni. Również z powodów technicznych było ono opóźnione. Sala bardzo powoli się napełniała. Nie wróżyło to nic dobrego. A jednak... to spotkanie było wspaniałe. Śpiew (Jeanne i nasz), mini kazanie Mike'a i kazanie- świadectwo Pawła, miały w sobie niesamowitą moc. Czuło się Boże działanie i poruszenie wśród słuchaczy

Chrystus buduje swoje Królestwo z tego, co według ludzi jest słabe. […] On może wynieść łotra do niebieskiej chwały. J.D. Miller

***
Polecam ten filmik: Chuck Colson Remembered  KLIKNIJ



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.