Temat 2: Przywódcy i rodziny, które kochają. I List do Tymoteusza 3:4-5; Efezjan 5:21-33.
Podczas tego wykładu kaz-nodzieja powiedział coś, do czego dojrzewałam przez długie lata mojej służby. Myślę, że do dnia narodzin mojej wnuczki. Czyli prawie 27 lat. Wrócę jeszcze do tego wątku. A teraz kilka luźnych myśli z wykładu:
„Rodziny wielkich biblijnych mężów Bożych, to były rodziny z problemami. A jednak były one na pierwszej linii frontu, jeśli chodzi o sprawy Boże. Te rodziny nie pasowały do tradycyjnego modelu. Nie było gorszych i lepszych rodzin.”
„W służbie wszyscy są zaangażowani. Rodzice i dzieci - czy tego chcą czy nie.”
„Jesteśmy ‘on’ (włączeni, na chodzie) cały czas i wszyscy nas obserwują, jak te ryby w akwarium :-).”
„Nasza służba nie może być ważniejsza od naszej rodziny.”
„Rodziny dostają resztki.”
„Każdy może poprowadzić twoją służbę, albo taką samą służbę, ale tylko ty możesz być mężem/żoną, rodzicem dla swoich bliskich.”
„Skąd biorą się nasi synowie marnotrawni (prodigals)? Ponieważ jako rodzice nie zrobiliśmy dla nich wystarczająco wiele, troszcząc się o innych.”
„Owce zawsze będą od nas żądać naszego czasu. Naszym zadaniem jest powiedzieć: NIE, idę do domu.”
Myśl podsumowująca: „Liderzy/przywódcy powinni pamiętać, że zanim Bóg spyta ich o ich służbę na rzecz Jego Królestwa, wpierw spyta ich o stan ich rodziny.”
To przypomniało mi słowa Davida Wilkersona, który, na konferencji we Wrocławiu, mówił pastorom, że Bóg nie spyta się ich, jakimi pastorami byli, jakie służby prowadzili, ile i jakich kościołów zbudowali czy założyli. On spyta się ich - jakimi byli mężami.
Wracam do osobistego wątku.
Służba na rzecz Bożego Królestwa zawsze była dla mnie najważniejsza. To dla niej porzuciłam swój ukochany zawód, kiedy musiałam dokonać wyboru. Zawsze uważałam, i poniekąd nadal tak uważam, że nie można oddzielić postawienia Boga na pierwszym miejscu w swoim życiu, od służby dla Niego. Te dwie rzeczy szły u mnie w parze.
- Pamiętam, jak odeszłam od łóżka mojego ciężko chorego Taty, aby pokonać prawie 500 km. i wrócić do Warszawy, bo tam czekało mnie przeprowadzenie ważnego spotkania dla członków naszej wspólnoty. Zanim dojechałam do domu, mój Tato już nie żył. Walcząc ze łzami, wykonałam zadanie i następnego dnia pojechałam pożegnać Tatę. Nie wiem, ile osób było świadomych tego, przez co przechodzę.
- Pamiętam, że wielokrotnie, zajęta służbą, nie poświęcałam należytego czasu naszemu synowi. Wykładowca prosił, aby się nie obwiniać i nie oskarżać, więc nie będę tego robić, ale dałabym wiele, aby można było czasem cofnąć czas i nie popełnić pewnych błędów.
- Pamiętam, kiedy mój mąż leżał w szpitalu w ciężkim stanie po udarze. Zamiast siedzieć obok niego całe dnie, odwiedzałam go, wpadając na krótsze lub dłuższe chwile. Resztę czasu poświęcałam na wypełnianie swoich własnych, naszych wspólnych, a czasem nawet jego obowiązków służbowych. Dzisiaj nawet nie mam pewności czy zostało to docenione przez moich przełożonych.
- Pamiętam, jak urodziła się moja wnuczka i wszystko się zmieniło. Postanowiłam, że będę Babcią z prawdziwego zdarzenia. Okazało się, że potrafię inaczej poukładać sobie priorytety, że potrafię przeorganizować swój kalendarz, że potrafię - w razie potrzeby - poprzekładać sobie ważne zajęcia i obowiązki. A nawet, dla wspólnych z nią chwil, potrafię w cudowny sposób odzyskiwać siły.
I co się okazało? Moja służba nie doznała na tej przemianie żadnego uszczerbku. Wprost przeciwnie, bycie Babcią dodało jej smaku i stało się jeszcze jedną dziedziną, w której mogę służyć kobietom. (KLIKNIJ)
Ten wykład, to była dla mnie ważna lekcja na przyszłość. Będąc na etapie planowania nowej służby, chcę mieć na uwadze dobro moich bliskich. To oni, przed wszystkimi innymi ludźmi, mają być najważniejsi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.