Rozważanie nad pytaniem: Kiedy dobrze jest mówić o działaniu Boga w naszym życiu, a kiedy pozwolić, by mówiło ono samo za siebie?
W zasadzie trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Sam Jezus postępował bardzo różnie i nie znalazłam jasnego wytłumaczenia - Dlaczego? Kiedy uzdrowił opętanego kazał mu iść do rodziny i opowiedzieć o wszystkim. Natomiast, kiedy uzdrowił córkę Jaira, kazał rodzinie milczeć na temat tego cudu. Dlaczego? Nie wiem.
Myślę jednak, że nie można milczeć wtedy, kiedy Bóg dokonał w naszym życiu rzeczy spektakularnych, cudownych: wyrwał z nałogu, uzdrowił, uratował małżeństwo. Może jednak nie ma potrzeby trąbić o tym wszystkim i wokół, ale kiedy jest ku temu okazja, nie przegapić jej.
Wtedy, kiedy nie można mówić, z różnych powodów - sytuacja nie pozwala, atmosfera jest nieodpowiednia, nasze świadectwo byłoby, jak rzucanie pereł między wieprze - słowa musimy zastąpić działaniem: właściwą postawą, moralnością, etyką, uczciwością, bezkompromisowością.
Nasze życie samo w sobie ma być świadectwem i wtedy nie ujdzie ono (to świadectwo) uwadze bacznych obserwatorów. Wcześniej czy później zapytają... Chrześcijaństwo - inaczej naśladowanie Jezusa - ma być stylem naszego życia. Coś, co dla nas jest czymś naturalnym, oczywistym, wśród innych ludzi budzi podziw, szacunek i zainteresowanie. Wierzę, że nasze mówione świadectwo będzie miało większą moc, jeśli będzie poprzedzone świadectwem naszego codziennego życia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.