Refleksja po „Niedzieli Misyjnej” - artykuł ten dedykuję Weronice i Szczepanowi Czajkom; młodym misjonarzom w RPA.
Czytanie książek zawsze było moją pasją. Szczególnie pamiętam ten okres, kiedy rozczytywałam się w książkach Alfreda Szklarskiego. Wraz w tytułowym bohaterem, Tomkiem, przenosiłam się oczami wyobraźni na odległe kontynenty i z zapartym tchem śledziłam jego niesamowite przygody. Z kolei, każdej mojej chorobie (nawet kiedy byłam już dorosłą kobietą :-) towarzyszyła moja ulubiona książka autorstwa Mariana Brandysa „Śladami Stasia i Nel” oraz „Z panem Biegankiem po Abisynii”. Kiedy już wyrosłam z dziecinnych opowieści - w daleki, fascynujący świat przenosiło mnie czasopismo „Poznaj świat”, które prenumerowałam oraz książki Arkadego Fidlera. Podróżnicze programy - Tony Halika czy Elżbiety Dzikowskiej - przyciągały mnie przed ekran telewizora niczym magnes. Sama nie wiem, skąd u mnie taka fascynacja miejscami, których nigdy nie będzie dane mi zobaczyć; ludźmi, których nigdy nie poznam (tak zakładam…).
Zauważyłam, że w miarę, jak rozwija się moja wiara i kształtuje się moja świadomość religijna, moje zainteresowanie Czarnym Lądem, amazońską dżunglą czy ludożerczymi narodami z Papui Nowej Gwinei nie maleje. Wprost przeciwnie - zaczynam jedynie patrzeć na te miejsca i na te ludy z innej perspektywy. Z perspektywy misji. Z takimi samymi emocjami, jakie towarzyszyły mi w dzieciństwie, a może nawet większymi, ‘pochłaniam książki’ o tematyce misyjnej. Wspomnę o takich tytułach jak: Sławni i nieznani, Wieczność w ich sercach, Dziecko pokoju, W cieniu Wszechmogącego, W poszukiwaniu źródła… I wiele by tu wymieniać. Czytam książki wydane po polsku i książki wydane po angielsku. Czytam i coraz bardziej poznaję „misyjne serce” Boga. Jak to ujął pastor Arek Kuczyński - poszerzyła się moja misyjna świadomość.
Ostatnio, w kontekście przygotowań do „Niedzieli Misyjnej” oraz wyjazdu Weroniki i Szczepana na misję, zaczęłam na nowo analizować pewne teksty Słowa Bożego, które potwierdziły mi, że sednem służby Kościoła jest misja. Ktoś inny napisał: „Główną misją Kościoła jest misja”. I już słyszę tu głosy sprzeciwu, mówiące: Nie, główną misją Kościoła jest ewangelizacja! A ja na to jestem skłonna odpowiedzieć, że nie ma ewangelizacji bez misji i misji bez ewangelizacji. I do tego wniosku dochodzę na podstawie dwóch fragmentów ze Słowa Bożego. Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem… (Ew. Mat. 28:19-20). …będziecie mi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi (Dz. Ap. 1:8). Te nakazy naszego Pana, Jezusa Chrystusa, raczej nie pozostawiają nam wyboru. To są imperatywy - nie prośby. Wszyscy jesteśmy posłani. Wszyscy mamy misję do wykonania. Kiedy wyobrażałam sobie tę ostatnią scenę - Jezusa żegnającego się z uczniami, zdałam sobie sprawę, że Jezus wymienia te wszystkie wskazane miejsca, jakby na jednym wdechu. On nie mówi - pójdziecie tam a potem tam, ale dopiero kiedy zewangelizujecie całą Jerozolimę. Gdyby tak rzeczywiście miało być, to chrześcijanie do tej pory przekonywaliby (co też czynią) ortodoksyjnych Żydów, że oczekiwany przez nich Mesjasz już dawno przyszedł. A Ewangelia? A Ewangelia nigdy nie dotarłaby do pogan. Aby tak się nie stało, Bóg posłużył się prześladowaniami, po to, by pierwszych chrześcijan, którzy zasiedzieli się troszkę w Jerozolimie, rozproszyć po całym im współczesnym świecie, co spowodowało szybkie rozprzestrzenianie się Ewangelii wśród pogan i rozwój Kościoła.
Wiem, że niektórzy mówią - ale tu w Polsce jest tak wiele pracy, wpierw tutaj musimy ewangelizować! Czy naprawdę nie jesteśmy krajem schrystianizowanym? Czy naprawdę nasi rodacy nie mieli szansy usłyszeć Ewangelii? Przynajmniej raz w swoim długim życiu? O. Smith napisał na temat misji takie słowa: Dlaczego tak niewielu ciągle słucha Ewangelii, podczas gdy tak wielu jeszcze nigdy jej nie słyszało? Co robił Jezus (i co nakazał czynić swoim uczniom) w sytuacjach, kiedy nie chciano Go słuchać? Odchodził z tych miejsc. Szedł tam, gdzie wiedział, że znajdzie słuchaczy. I nam polecił, słowami Ap. Pawła, czynić to samo: ... jak mają uwierzyć w tego, o którym nie słyszeli? A jak usłyszeć, jeśli nie ma tego, który zwiastuje? A jak mają zwiastować, jeżeli nie zostali posłani? (wydelegowani przez Zbór) Jak napisano: o jak piękne są nogi tych, którzy zwiastują dobre nowiny! (Przeczytaj cały fragment z Rzym. 10:12-17.)
Oczywiście, rozumiem troskę Braci i Sióstr o nasze rodziny, o naszych rodaków a nawet o naszych współbraci w wierze, którzy gdzieś tam pobłądzili. Inni też to zrozumieli (już dosyć dawno) i dlatego w pojęciu misji powstało bardzo ciekawe rozróżnienie. Mianowicie, na początku czterdziestych lat minionego stulecia powstało określenie „misja wewnętrzna”. Publicznie użył je po raz pierwszy profesor Lücke w Gettyndze, równocześnie zaś używano tej nazwy w kółku żywo tą sprawą zajętem, na czele którego stał Jan Henryk Wichern, pastor w Hamburgu. Przedtem używano wyrazu „misja” tylko dla oznaczenia pracy wśród pogan, lecz prawdziwie pogański stan niedowiarstwa, nędzy i upadku w szerokich warstwach ówczesnego społeczeństwa był przyczyną zastosowania tegoż pojęcia o misji do pracy nad masą upadłych śród samego chrześcijaństwa. Ta nazwa zawstydza chrześcijan, lecz tem głośniej nawołuje wszystkich wierzących do pracy… (za www.luteranie.pl) A więc, zabierzmy się do pracy w tej „naszej Jerozolimie”! I pamiętajmy, mamy jej zdecydowanie mniej do wykonania, niż znikoma liczba tych, która nas opuści i wyjedzie na misję. Dlatego - zachęcajmy ich w tej służbie i błogosławmy, bo to dzięki takim, jak oni będzie głoszona ta ewangelia o królestwie po całej ziemi na świadectwo wszystkim narodom (bo Jezus odkupił dla Boga swoją krwią ludzi z każdego plemienia i języka, i ludu i narodu (Obj. Jana 5:9) i wtedy nadejdzie koniec (Ew. Mat. 24:14).
I jeszcze ostatnia uwaga. Moja obecność na warsztatach misyjnych - wysłuchanie syberyjskich opowieści Michała Domagały, przyswojenie podanych przez niego i przez Jurka Marcola statystyk - uświadomiło mi jedną, niezmienną od dwóch tysięcy lat prawdę: Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, aby wyprawił robotników na żniwo swoje (Ew. Mat. 9:37-38).
Bóg pyta również ciebie (i mnie): Kogo poślę? I kto tam pójdzie? Nie odpowiadaj Mu: Oto, jestem…, ale... poślij kogoś innego. Jedynie odpowiedź - Oto jestem, poślij mnie! - jest prawidłowa. Najważniejsza jest twoja gotowość. A czy to będzie misja zewnętrzna czy wewnętrzna? - Pan ci to objawi. Tak jak objawił to wielu innym przed tobą. Chcesz się o tym więcej dowiedzieć? Czytaj książki o misji: Sławni i nieznani - niezwykłe postaci z historii misji, Ruth A. Tucker, Vocatio; Cameron Townsend - Dobra Nowina w każdym języku, Janet & Geoff Benge, BSM; W cieniu Wszechmogącego, Elizabeth Elliot, Słowo i Życie; Wieczność w ich sercach, Don Richardson, Pojednanie; Dziecko pokoju, Don Richardson, Pojednanie; W poszukiwaniu źródła, Neil Anderson, Hyatt Moor, BSM; A Słowo przyszło w mocy, Joanne Shetler, Patricie Purvis, BSM; Syberia z okna misjonarza, Agnieszka i Michał Domagała, BSM.
Czytaj biuletyn informacyjny Biblijnego Stowarzyszenia Misyjnego „Idźcie”. Ten - jak to określam nasz chrześcijański „National Geographic” :-) - czyta się z zapartym tchem ‘od deski do deski’. Poruszające są w nim świadectwa i relacje polskich misjonarzy. Pokazuje on szczere misyjne dylematy. Dzieli się sukcesami misjonarzy i nie ukrywa ich porażek, poniesionego fiaska, duchowych rozterek... Kiedy czytam to czasopismo, leżąc wygodnie na swoim szezlongu, nie raz czuję się bardzo niekomfortowo, tym bardziej, że kiedyś we 'wstępniaku' Asia Marcol napisała: ... zawstydza on (miała na myśli konkretny artykuł) nie jednego z nas, którzy mając potrzebne dary i możliwości, siedzimy sobie spokojnie w domu i uprawiamy „misję kanapową”... . Na poprawę nastroju miałam jednak jeden argument - że nie zawsze leżę na kanapie czy pod gruszą :-). I chociaż nie jestem gdzieś daleko na misji, to jednak jestem głęboko przekonana, że to, co robię - mieści się w Bożym planie dla mnie.
To, co mogę robić, nie jadąc na misję, to modlić się o tych, którzy poświęcili misji całe swoje życie; często zdrowie, czasem rodziny i zdecydowanie na pewno życiowy komfort. Nie każdy zostaje misjonarzem, ale każdy może się o misjonarzy modlić…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.