poniedziałek, 12 lipca 2010

Z prywatnego archiwum: "Usłysz Jego wołanie"

W stworzeniu dotykam palcami Boga! Johannes Kepler (matematyk i astronom niemiecki)
Im dłużej studiuję przyrodę, tym bardziej staję przed dziełami Stwórcy pełen zdumienia i podziwu. Podczas pracy w moim laboratorium modlę się. Ludwik Pasteur (francuski chemik i mikrobiolog)

Zachwycanie się pięknem Bożego stworzenia można uznać za jedną z moich życiowych pasji. Czemu mogę to zawdzięczać? Myślę, że w głównej mierze temu, że wyrosłam w górach, w przepięknych Sudetach. I temu, że mój rodzinny dom otaczały pola, łąki i lasy, a w bajkowym ogrodzie moich rodziców rosły niezliczone gatunki kwiatów i krzewów. Jakże brakowało mi tego (i wciąż brakuje) po przeniesieniu się na stałe do Warszawy. Podejrzewam, że to właśnie ta moja tęsknota za ‘utraconym rajem’ spowodowała, że mój zachwyt nad Bożym stworzeniem tylko się spotęgował.
Kilkanaście lat temu postanowiłam przeczytać całą Biblię pod kątem Bożego stworzenia. Wtedy, kiedy to robiłam, nie było jeszcze ‘komputerowych’ Biblii i konkordancji. Czytając stronę po stronie, wypisywałam do zeszytu wszystkie wersety, które mówią o Bożym akcie stworzenia, o Jego działaniu w przyrodzie, o samej przyrodzie i różnych zjawiskach w niej zachodzących. „Maczkiem” zapisałam 88 stron formatu A5. Czasem sobie myślę, że argumenty dotyczące dzieła stworzenia, jakie tam znalazłam, pomogłyby nie jednemu kreacjoniście. Gdyż mam takie wrażenie, że nasz głos (dodam głos ludzi wierzących) w dyskusji z ewolucjonistami ogranicza się często do odwoływania się do pierwszych dwóch rozdziałów księgi Genesis...

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Otóż niedawno przeczytałam pewną inspirującą książkę. Pokusie jej kupienia nie mogłam się oprzeć, chociaż - z racji tego, że kupowałam ją w Szkocji - była stosunkowo droga, jak na moją kieszeń. Tytuł książki brzmi „Hear His call - meeting God admidst Creation” / Usłysz Jego wołanie - spotykanie Boga pośród stworzenia. Autorem książki jest Jon Plunkett - Irlandczyk mieszkający w Szkocji.

Ta książka nie jest niczym innym, jak zachętą do tego, abyśmy częściej chcieli spotykać się z Bogiem, w miejscach dzikich, odległych, odludnych. Jezus przecież tak robił. On często udawał się w dzikie miejsca, aby tam spotkać się ze swoim Ojcem. Podobnie ma się sprawa z Bogiem. On też lubił spotkania z ludźmi w ustronnych miejscach. W Biblii mamy wiele przykładów na to, że Bóg nawoływał różnych ludzi do spotkania z Nim w dzikich miejscach - na pustyni, na szczytach gór, w jaskiniach... Dlaczego w naszym życiu nie mogłoby być podobnie?

Autor książki wierzy, że nawołanie do spotkania z Bogiem w takich miejscach, jest nawołaniem skierowanym do wszystkich ludzi wierzących. Z tego właśnie powodu napisał tę książkę. I nie tylko... Od wielu lat, z powodzeniem, organizuje specjalne wypady w dzikie tereny Szkocji. Wypady te nazywa duchowymi ekspedycjami.
Od razu pomyślałam sobie, że wypady, które organizujemy jako wspólnota, nie są tak ‘dzikie’, ale też możemy się pochwalić duchowymi ekspedycjami w Tatry, Pieniny, Sudety czy w Alpy. Szczególnie utkwiła mi w pamięci sytuacja, kiedy w Austrii na szczycie góry Schafberg (1783m.n.p.) naszą grupę ‘połknęła’ nagle deszczowo-gradowa chmura? Mieliśmy o czym rozmawiać przez cały wieczór... I dzięki bratu Adolfowi (właścicielowi ośrodka, w którym przebywaliśmy) kontynuowaliśmy nasze rozmowy przez cały poranek - podczas Kurze theologische Diskussion czyli Krótkiej teologicznej dyskusji na temat Ile jest nieb? :-). Zacytuję, co napisałam w naszym dzienniku dnia 18-go sierpnia 2003r.: Kiedy docieramy na szczyt, mamy jeszcze szczęście przez krótką chwilę podziwiać zapierające dech widoki. Potem doświadczmy niesamowitego zjawiska - zostajemy nagle wessani przez chmurę, która chociaż pojawiła się przy nas bezszelestnie, dotarła do nas z ogromną prędkością. Jak lawina. Nie pozostało nam nic innego, jak ukryć się w schronisku. Tych, którzy zwlekali, dopadła ulewa i gradobicie. Nikt jednak nie narzekał. Wprost przeciwnie, tam na górze uświadomiliśmy sobie, jak wspaniałym Stwórcą jest nasz Bóg.

Natomiast autor, wspomnianej książki, jedno ze swoich zimowych górskich spotkań z Bogiem opisuje w ten sposób: Klęczałem tam, patrzyłem i czułem... Nade wszystko czułem ogromny zachwyt nad Stwórcą wszelkiego stworzenia, z Którym w tym momencie, bardziej niż kiedykolwiek dotąd, miałem szczególnie bliską i prawdziwą relację. Kiedy tak patrzyłem, to uczyłem się Go poznawać. Zobaczyłem jaki jest dokładny w szczegółach. Jak ogromna jest Jego moc. A Jego troska o to miejsce - zwane ziemią - jest niezmienna. Miałem wrażenie, że w tym jednym momencie nauczyłem się o Nim więcej, niż do tej pory przez całe swoje życie.

Dlatego i ja zachęcam - docierajmy do miejsc, które Bóg sam udekorował, w których objawia Swój charakter. Dzieło stworzenia, to kreatywna forma wyrażania przez Boga Jego dobroci, Jego chwały, Jego boskiej mocy i Jego wiecznej natury.

Czy zauważyliście, jak często lubimy śpiewać o Bożym Stworzeniu? Słowa takie jak: ...Dotknij gór niech zadymią, zabłyśnij błyskawicą..., albo ...Góry uklękną, morza podniosą głos, aby uczcić imię Twe..., lub ...Radosna myśl ku Tobie mknie - stworzyłeś świat, stworzyłeś mnie... czy wreszcie ...Gdy na ten świat spoglądam, wielki Boże, coś stworzył go wszechmocnym Słowem swym..., Gdy wznoszę wzrok ku jasnym światłom w górze i widzę gwiazd niepoliczony rój. Jak słońce tam i księżyc w swojej porze spokojnie bieg wciąż odbywają swój... Me serce w uwielbieniu śpiewa Ci, jak wielkimś Ty...
Czy nie wydaje wam się to śmieszne - śpiewanie takich pieśni siedząc w kościelnych ławkach? Zadajcie sobie pytanie: Kiedy ostatni raz z zachwytem patrzyłem na morze? A kiedy spojrzałem na Boże stworzenie ze szczytów gór? Czy naprawdę w tym zabieganym świecie znajduję czas, aby wyjść przynajmniej na balkon i spojrzeć w rozgwieżdżone niebo?
Jon Plunkett pisze: Widziałem ludzi osłupiałych w zachwycie nad tym, co uczynił Stwórca. Widziałem ludzi, którzy poprzez stworzenie lepiej poznali samego Boga. Słyszałem ich chwałę i uwielbienie płynące wzdłuż dolin i wznoszące się pośród wysokich lasów. Widziałem ludzi klęczących na swych kolanach na dywanach z jesiennych liści. Słyszałem wiele modlitw, których echo rozbrzmiewało nad czubkami drzew. Miałem przywilej słuchać wielu świadectw o zmienionym życiu. Świadectw o wzniosłych spotkaniach z Bogiem pośród Jego stworzenia...

Red Allen powiedział: 
Żyjemy tylko raz, ale jeśli żyjemy właściwie, to ten jeden raz wystarczy. Myślę, że istotnym elementem ‘właściwego’ przeżycia życia jest zwrócenie uwagi na świat, w którym żyjemy. Świat, który Ktoś stworzył specjalnie dla nas - jako wyraz Swojej miłości.

Nie znam autora tekstu tej piosenki, a nawet jej tytułu, ale chyba pasuje ona do tego, o czym mówiłam:

Już ziemia rozgrzana i kwiaty w pąkach
i pola zbożami się złocą.
I cisza wezbrana w pajęczych koronkach,
i dnie kolorowe i noce.
Zapachem żywicy i ptaków kwileniem
omszały sosnowy las pęka.
I człowiek olśniony i całe stworzenie
przed Bogiem klęka.

Stworzyłeś świat z gwiazd, barw i mgieł.
Stworzyłeś go, żeby trwał w imię Twe.
Radosna myśl ku Tobie mknie -
stworzyłeś świat, stworzyłeś mnie.

Na łąkach grające pszczół kapele
i nieba błękitny proporzec.
I liście szepczące jak usta w kościele
a w liściach imię Twe, Boże.
Przez chmury przecieka słoneczna pieszczota
i drzewa się modlą do Ciebie.
Na drogach człowieczej pozwalasz tęsknocie
odnaleźć Siebie.

Stworzyłeś świat...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.