poniedziałek, 10 stycznia 2011

Chrześcijanin a "świat"

Czy wolno przyjaźnić się z niewierzącymi?
Wykład przygotowany na „Kurs BETA”, 9 stycznia 2011r.

Sugerowany tekst:
II Kor. 6:14-18
Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi; bo co ma wspólnego sprawiedliwość z nieprawością albo jakaż społeczność między światłością a ciemnością? Albo jaka zgoda między Chrystusem a Belialem, albo co za dział ma wierzący z niewierzącym? Jakiż układ między świątynią Bożą a bałwanami? Myśmy bowiem świątynią Boga żywego, jak powiedział Bóg: Zamieszkam w nich i będę się przechadzał pośród nich, i będę Bogiem ich, a oni będą ludem moim. Dlatego wyjdźcie spośród nich i odłączcie się, mówi Pan, i nieczystego się nie dotykajcie; a ja przyjmę was i będę wam Ojcem, a wy będziecie mi synami i córkami, mówi Pan Wszechmogący.

Jakub 4:4
Wiarołomni, czy nie wiecie, że przyjaźń ze światem, to wrogość wobec Boga? Jeśli więc kto chce być przyjacielem świata, staje się nieprzyjacielem Boga.

Po przeczytaniu tych dwóch fragmentów, mogłabym odłożyć swoje notatki i powiedzieć -chrześcijanie nie mogą mieć żadnej przyjacielskiej relacji z ludźmi spoza Kościoła (w tym też z niewierzącą rodziną). Tak, te wersety czarno na białym pokazują, w jakich sytuacjach niemożliwa jest społeczność ze światem.
Ale prawda o świecie i o naszym stosunku do świata jest bardziej złożona, I dlatego, aby głębiej wejść w ten temat i zrozumieć go, należy wyjaśnić sobie kilka pojęć.

Chociażby pojęcie „przyjaźni” (Encyklopedia PWN wydana przez Agorę, 15 tom):
Przyjaźń - wg filozofów starożytnych to dzielenie życiowych powodzeń i niepowodzeń, jedność w szlachetnych zamierzeniach, a przyjaciel to "drugie ja" (Teofrast z Eresos), "połowa duszy mej" (Horacy); przyjaźń jest cnotą, złotym środkiem między wadami wrogości i pochlebstwa; cechami idealnej przyjaźni są: zaufanie i wierność, życzliwość i szczerość; Arystoteles wyróżnił 3 rodzaje przyjaźni: opartą na wzajemnej korzyści, na przyjemności, na doskonałości. Z tej definicji wynika, że przyjaźń to ogólnie bardzo pozytywne zjawisko.

Teraz inne pojęcie:
Belial - w polskim przekładzie Belial występuje tylko raz, ale w tłumaczeniach ang., niem., ukr. czytamy o nim kilkakrotnie w Starym Testamencie. Określenie to oznacza „bez wartości”; przeciwnik Chrystusa, szatan. Po tym wyjaśnieniu, chyba nikt z was nie ma ochoty na przyjaźń z Belialem.

Ale, już samo słowo/pojęcie
Świat - w rozumieniu biblijnym ma wiele znaczeń.

W Starym Testamencie (słowo tebel) oznacza nie tylko ziemię, ale w szerszym znaczeniu cały wszechświat. Używa się tu przeważnie dwóch wyrazów: niebo i ziemia. W Starym Testamencie przeważa pozytywna ocena świata: jest on dziełem Boga a zarazem świadectwem Jego majestatu, mocy i dobroci.

W Nowym Testamencie słowo świat (słowo kosmos) ma niejedno znaczenie: jest to wszechświat stworzony na początku, płaszczyzna życia ludzkiego i mieszkanie ludzkości, również ziemia wraz ze swoimi bogactwami, teren działalności misjonarskiej, na którym należy głosić Ewangelię. Słowo to jest używane także przenośnie i może oznaczać wielką liczbę ludzi zgromadzonych w jednym miejscu, publiczność, ludność świata. Słowo kosmos ma to samo znaczenie co słowo oikumene (świat zamieszkały, nasz dom, domostwo - od tego słowa pochodzi słowo ekumenia).

Jak widzimy, określenia te nie mają żadnej etycznej konotacji. Boże dzieło stworzenia jest po prostu dobre.

Witold Benedyktowicz pisze: Są jednak w Nowym Testamencie miejsca, które kwalifikują świat ujemnie pod względem etycznym. Wtedy świat oznacza np. ludzi obojętnych bądź wrogo usposobionych do Jezusa i jego uczniów (nas Jego naśladowców) lub świat oznacza po prostu domenę szatana (miejsce jego panowania - miejsce pogrążone w złem).
Świat nie ma Ducha Świętego, ale posiada własnego ducha. Ci, którzy mają tego ducha świata są „z tego świata”, natomiast uczniowie Jezusa nie są z tego świata.
Świat jest też przedmiotem sądu i zmiłowania Bożego. Sąd i dzieło zbawienia dotyczą kosmosu jako ludzkości, ale nie w izolacji od całego stworzenia.
Refleksja dogmatyczna i etyczna nie prowadzi do wniosku, że świat jest sam z siebie zły, ale też nie ignoruje zła na świecie. Dlatego, dyrektywa odłączenia się od świata nie powinna być zachętą do izolacji w getcie kościoła i potępiania świata jako takiego.
Chodzi tu raczej o krytyczny dystans wierzących w stosunku do istniejących struktur i instytucji życia ludzkiego, obciążonych piętnem grzechu. Dystans ten nie zwalnia od solidarności z ludźmi i częścią stworzenia uwikłanymi w zło, będące następstwem grzechu.
W Liście Jakuba 1:27 czytamy: Czystą i nieskalaną pobożnością przed Bogiem i Ojcem  jest to: nieść pomoc sierotom i wdowom w ich niedoli i zachowywać siebie nie splamionych przez świat. (Przykład: Gwiazdkowa Niespodzianka w Domu Sztuki.)
Chrześcijanin wie coś o solidarności grzechu i, jakkolwiek jest świadom powołania do świętości, to jednocześnie pamięta, że jest powołany i usprawiedliwiony tylko z łaski przez wiarę: wie, że jest usprawiedliwionym grzesznikiem. „Albowiem wszyscy zgrzeszyli…” Marcin Luter używał takiego określenia: Simul iustus et peccator - zarazem sprawiedliwy i grzesznik.
Zaś C. S. Lewis powiedział kiedyś: Chrześcijanin ma wielką przewagę nad innymi ludźmi i to nie dlatego, że jest mniej upadły niż oni, czy mniej skazany na życie w upadłym świecie, ale dlatego, że wie, iż jest upadłym człowiekiem w upadłym świecie.

I dlatego, zamiast patrzeć z pogardą na rzesze grzeszników wokół nas i oddzielać się od nich murem świętości, spróbujmy utożsamiać się z nimi. W jaki sposób? Włodzimierz Marcinkowski proponuje takie rozwiązanie: Postawmy siebie samych w położenie każdego człowieka. Celnik bijący się w piersi i wołający: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu - to właśnie ja. Opodal celnika stoi faryzeusz z miną wyrażającą zadowolenie z samego siebie - czyż to właśnie nie ja sam? Niechże duchowo przypadniemy do stóp Chrystusa, jak owa wszetecznica polewająca nogi Jego łzami. A głowę wonnościami. Judasz sprzedający Chrystusa - czyż to nie ja także, o Panie! Oto Piotr w noc pokuszenia grzejący się przy cudzym ogniu i zapierający się swego Nauczyciela. I to ja też. A oto ci, którzy już doświadczyli na sobie mocy Ewangelii, przebaczenia i wolności od grzechu, pokoju… Czyż nie stosuje się i to także do mnie?

Nie miejmy do świata podejścia obojętnego ani ambiwalentnego. Ambiwalencja to postawa charakteryzująca się jednoczesnym występowaniem pozytywnego jak i negatywnego nastawienia do obiektu - w naszym stosunku do świata może to być żal i nienawiść zarazem. I wtedy nie robimy nic. Lepiej byłoby jednak, aby była to nienawiść do grzechu i miłość do grzesznika. Taka postawa popycha nas do działania. Ambiwalencja świata powinna być przezwyciężona w ofiarnym zaangażowaniu na rzecz świata i w odpowiedzialności za świat. Cud wcielenia i ofiara na krzyżu są nieodpartym wezwaniem do tego, aby brać odpowiedzialność za świat na siebie i urzeczywistniać chrześcijańską służbę.  

Jak to przełożyć na praktykę?
Porozmawiajmy o Jezusie, o którym powiedziano:
Przyszedł Syn Człowieczy, je i pije, a mówicie: Oto żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników… (Łuk. 7:34) Z tych ostrych słów można się domyślać, że Jezusowi zarzucano przyjaźń ze światem.
A jak było naprawdę? Pięknie prawdę o Jezusie i Jego stosunku do świata oddaje książka P. Yancey’a „Jezus, jakiego nie znalem”. W rozdziale ósmym zatytułowanym „Misja - rewolucja łaski” pisze on tak:
…Im bardziej podejrzany był ktoś w oczach ogółu społeczeństwa, tym lepiej czuł się w obecności Jezusa. Wytykana palcami Samarytanka, oficer wojskowy podległy despotycznemu Herodowi, poborca podatkowy kolaborujący z Rzymem, kobieta, która do niedawna gościła u siebie siedem demonów - oto ludzie, którzy do Niego lgnęli.
Jezus był przyjacielem grzeszników. Lubili spędzać z Nim czas i garnęli się do Niego. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło (Łuk. 19:10) A zgromadzonym tłumom powiedział: Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają (Mat.9:12)
Zasada, jaką kierował się Jezus (i my powinniśmy się z tego uczyć), jest taka: obnażać wszelki skrywany grzech, a odpuszczać każdy dobrowolnie wyznany.
Jezus, słowem i czynem, obwieszczał nową, radykalną ewangelię łaski. Przeniósł On akcent z Bożej świętości (wyłączającej - święty/oddzielony) na Boże miłosierdzie (włączające). Jezus zadając sobie trud, by spotkać się z poganami, spożyć posiłek z grzesznikami i dotknąć chorych, poszerzył sferę oddziaływania Bożego miłosierdzia.

Chwilę wcześniej padł zwrot „getto kościelne” i „izolacja”. Ojciec Kościoła Ireneusz użył innego zwrotu - „oczy uzdrowione łaską”. I właśnie Jezus, swoim przykładem, wzywa Kościół nie do izolacji, nie do zamykania się w getcie, ale do spojrzenia na świat oczami uzdrowionymi łaską. Jego przykład i to wezwanie jest szczególnie aktualne dzisiaj, kiedy Kościół jest obecnie szanującą się wspólnotą, w której rozbitkowie życiowi (tacy, jak ci, którzy tłoczyli się wokół Jezusa) nie są zbyt mile widziani. Bo źle pachną, bo mają pogmatwane życie, bo są związani nałogami, bo… lista jest bardzo długa - bo np. są niewierzący i nienawróceni; czy to nie graniczy z absurdem? Nic bardziej błędnego - w Kościele zawsze powinno się znaleźć miejsce dla odrzuconych. Oni nie mają przyjść do Kościoła już zmienieni, to Kościół ma się stać miejscem ich przemiany. (Przykład: wieczór kolęd na ‘Zagórnej’ dla Kościoła Ulicznego.)

Bardzo wyraźnie, naszą misję do spełnienia w tym świecie, podkreślają słowa z Mat. 28:19-20 (Idźcie na cały świat!), powtórzone w Dz. Ap. 1:8 (Będziecie mi świadkami po krańce ziemi.).
I bardzo znamienna w tym kontekście jest arcykapłańska modlitwa Jezusa (Jana 17r). Czytamy w niej, między innymi, takie słowa: I już nie jestem na świecie, lecz oni są na świecie, a Ja do ciebie idę. Ojcze święty, zachowaj w imieniu twoim tych, których mi dałeś, aby byli jedno, jak my. Dopóki byłem z nimi na świecie, zachowywałem w imieniu twoim tych, których mi dałeś, i strzegłem, i żaden z nich nie zginął, prócz syna zatracenia, by się wypełniło Pismo. Ale teraz do ciebie idę i mówię to na świecie, aby mieli w sobie moją radość w pełni. Ja dałem im słowo twoje, a świat ich znienawidził, ponieważ nie są ze świata, jak Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich wziął ze świata, lecz abyś ich zachował od złego. Nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą. Jak mnie posłałeś na świat, tak i ja posłałem ich na świat; i za nich poświęcam siebie samego, aby i oni byli poświęceni w prawdzie. A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie. Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś. A Ja dałem im chwałę, którą mi dałeś, aby byli jedno, jak my jedno jesteśmy. Ja w nich, a Ty we mnie, aby byli doskonali w jedności, żeby świat poznał, że Ty mnie posłałeś i że ich umiłowałeś, jak i mnie umiłowałeś.
Tutaj wyraźnie widzimy, że naszym zadaniem jest być w świecie. To jest nasza misja.

Brytyjski ewangelista Leonard Ravenhill (1907-1994), powiedział kiedyś: Największy cud jaki Bóg może dzisiaj uczynić, to wziąć nieświętego człowieka z nieświętego świata, uczynić go świętym, a potem wysłać go z powrotem do nieświętego świata i sprawić, że żyjąc w nim pozostanie święty.

I tutaj, już na zakończenie, warto powiedzieć sobie o zagrożeniach i ostrożności. Niech przestrogą będą dla nas wersety biblijne:

1 Jana 2:15-17
Nie miłujcie świata ani tych rzeczy, które są na świecie. Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Bo wszystko, co jest na świecie, pożądliwość ciała i pożądliwość oczu, i pycha życia, nie jest z Ojca, ale ze świata. I świat przemija wraz z pożądliwością swoją; ale kto pełni wolę Bożą, trwa na wieki.

List do Tytusa 2:11,12
Albowiem objawiła się łaska Boża, zbawienna dla wszystkich ludzi, nauczając nas, abyśmy wyrzekli się bezbożności i światowych pożądliwości i na tym doczesnym świecie wstrzemięźliwie, sprawiedliwie i pobożnie żyli.

Jozue 23:6-13
Starajcie się tylko nader usilnie o to, aby przestrzegać wszystkiego i czynić to, co jest napisane w księdze zakonu Mojżeszowego i nie odstępować od niego ani w prawo, ani w lewo, abyście się nie pomieszali z tymi narodami, które jeszcze pozostały u was, a imion ich bogów nie wspominali ani na nich nie przysięgali, nie służyli im i nie oddawali im pokłonów, tylko do Pana, Boga waszego, lgnijcie tak, jak czyniliście do dnia dzisiejszego. Pilnujcie się usilnie ze względu na wasze życie, aby miłować Pana, Boga waszego. Bo jeśli się odwrócicie i przylgniecie do resztki tych narodów, które pozostały u was, i będziecie zawierać z nimi małżeństwa, i pomieszacie się wy z nimi, a oni z wami, to wiedzcie, że Pan, Bóg wasz, tych narodów już nie wypędzi przed wami i one staną się dla was pułapką i sidłem, biczem na wasze boki i cierniem dla waszych oczu…

To tylko kilka słów przestrogi. W Biblii jest ich znacznie więcej i dotyczą wielu dziedzin naszego życia (np. małżeństwo mieszane). Nawet powyższy fragment o tym wspomina. Ale to już jest sam w sobie poważny temat.

A więc… Bezpieczną postawą jest bycie w świecie, ale trzymanie się z dala od jego niebezpieczeństw. Jedna z definicji przyjaźni mówi, że przyjaźń to jedność w szlachetnych zamierzeniach. My wiemy, jakie są Boże szlachetne zamierzenia dla świata i jakie są Boże zadania dla nas. Nasza obecność w świecie ma sens tylko wtedy, kiedy widzimy, że mamy szansę zrealizować swoje zadanie. Jeśli nie jest to możliwe - lepiej ustalić pewne bezpieczne granice, które ochronią nas przed tym, że to my zjednoczymy się z tą drugą stroną - niestety, już w znacznie mniej szlachetnych zamierzeniach. Ktoś niedawno mi wyznał: Zerwałam swoje relacje z przyjaciółmi ze świata, bo odkryłam, że jestem za słaba. Takie wyznanie, to nie powód, aby się wstydzić, to wyraz wielkiej pokory, ostrożności i mądrości.
Zbyt wielu chrześcijan ponosi na tym polu porażkę. Znałam i znam wielu młodych ludzi, którzy mówili: Idę na klasową imprezę, tylko po to, aby ewangelizować. Niestety, albo skończyło się na tym, że poczuli się, jakby rzucali perły między wieprze, albo to oni zostali ‘zewangelizowani’ na modłę tego świata. Do czego, niektórzy, ze wstydem się przyznawali. Co było korzystne, gdyż wzięli z tego doświadczenia właściwą lekcję.

Ewangelizacja przez przyjaźń jest najbardziej skuteczną ewangelizacją. (Przykład: powstanie USE.) Największe efekty mają osoby świeżo nawrócone. Im też najłatwiej jest wrócić tam, skąd wyszli. Dłużej wierzący tracą ten impet, zapał, świeżą radość ze zbawienia i pierwszą miłość. Tak czy inaczej, zachęcam do ewangelizacji przez przyjaźń. Z pewną radą, którą zapożyczyłam z hasła jednego z warszawskich kościołów: Wierni Bogu - przyjaźni ludziom. Postępuj więc w następującej kolejności: wpierw dbaj o wierność Bogu - a potem okazuj przyjaźń ludziom ze świata.

Dodam jeszcze, że kluczem do sukcesu w naszych relacjach ze światem jest nasza integralność. Znany kaznodzieja, dr Billy Graham, podał następującą definicję integralności, cytuję: Kiedy mówimy o integralności, jako o cesze moralnej, to mamy na myśli osobę, która jest taka sama wewnątrz, jak i na zewnątrz. Nie ma żadnej rozbieżności (sprzeczności) pomiędzy tym, co ona mówi a co robi, pomiędzy tym, jak żyje a tym, co o swoim życiu opowiada. Osobie zintegrowanej można zaufać, że nawet jeśli będzie tysiące mil z dala od domu, będzie tą samą osobą, jaką  jest w swoim kościele lub w swoim domu.

Bądź osobą zintegrowaną w obecności swojej niewierzącej rodziny, wobec swoich sąsiadów, w miejscu pracy czy nauki, w sklepie i na poczcie... Słowo Boże zachęca nas …abyśmy stali się nienagannymi i szczerymi dziećmi Bożymi bez skazy pośród rodu złego i przewrotnego, w którym świecicie jak światła na świecie (Filipian 2:15).  Ludzie to docenią. Teraz mogą się z Ciebie i Twojej wiary śmiać, naigrywać; nazywać Ciebie dewotem, fanatykiem czy nawet „moherowym beretem”. Do czasu, bo kiedy przyjdą na nich problemy i kłopoty - będziesz pierwszą osobą, do której przyjdą z prośbą o pomoc a nawet modlitwę. Gwarantuję Ci to z własnego doświadczenia. (Przykład: poranny SMS od naszych sąsiadów.)

Bądźmy światłem i solą dla tego świata (Ew. Mat. 5:16)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.