Poniższy tekst został przygotowany na okolicznościowe spotkanie z okazji „Dnia Babci”. Powstał on w oparciu o książkę Marty Norman „Nowoczesna babcia”. Pod wieloma opisami, spostrzeżeniami i refleksjami autorki mogłabym się po prostu podpisać. Dlatego, wykorzystałam fragmenty jej książki, wplatając w nie swoje własne myśli, przykłady, wyszperane cytaty. I prezentuję to, co powstało.
***
Od momentu, kiedy dowiedziałam się, że zostanę babcią, byłam ciekawa, w jaki sposób pojawienie się na świecie mojej wnuczki wpłynie na moje życie. I muszę przyznać, że zanim ją zobaczyłam i po raz pierwszy wzięłam w ramiona już wiedziałam, jak bardzo ją kocham, jak jestem nią oczarowana i jak cieszę się z jej obecności.
Nasze matki osiągają pełnię swego wdzięku dopiero jako babcie.
Bycie babcią jest dla mnie wspaniałym, bezcennym doświadczeniem. Musiałam jednak znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie: W jaki sposób, będąc 50 letnią kobietą, mam pogodzić fakt bycia babcią z innymi moimi zadaniami? Otaczają mnie trzy pokolenia: moja mama i teściowie, dorosły syn z żoną i wnuczka, która jest radością mojego życia. Pracuję, prowadzę dom, lubię aktywny wypoczynek. Lubię też mieć uczucie, że nadążam za zmieniającym się światem. Radzę sobie z nowinkami technicznymi. Potrafię całkiem nieźle obsługiwać komputer (praca na komputerze, z wykorzystaniem zdjęć mojej wnuczki, jest dla mnie ogromną frajdą). Sprawnie poruszam się po Internecie, korzystam z forów społecznościowych, używam poczty elektronicznej.
Jestem babcią na progu XXI wieku. Jak sobie radzę? Odpowiedź jest prosta. Skupiam się raczej na drodze, która prowadzi do celu, niż na nim samym. Moje babcine obowiązki i przyjemności muszą stać się integralną częścią mojego życia i wtedy mogę iść do przodu.
Pojawienie się mojej wnuczki wpłynęło na to, że poprzestawiałam swoje priorytety, do niej dopasowałam swój rozkład tygodnia i wszelkie domowe i służbowe obowiązki. Dwa dni w tygodniu, które spędzam opiekując się nią, są najpiękniejszymi chwilami mojego życia - nie zaburzonymi stresami, frustracją czy zniechęceniem - jakie niesie czasem codzienne życie i praca.
Sokrates twierdził, że nigdy nie starzeje się serce, które kocha. Ja dodatkowo twierdzę, że nie starzejemy się, dopóki pozostajemy młodzi duchem. Dlatego dbam o to, by właściwie kształtować własne podejście do mojej nowej roli. Staram się połączyć przeszłość, teraźniejszość i przyszłość tak, bym mogła stanąć na twardym gruncie i być taką osobą, jaką chciałabym być. Mogę wykorzystać swoje talenty, które otrzymałam od Boga, tak aby wywierały korzystny wpływ na moją wnuczkę. Przed wszystkimi babciami stoi ważne zadanie przekazania dziedzictwa następnym pokoleniom. Bycie babcią daje doskonałą okazję do tego, żeby raczej dawać niż brać, żeby kochać miłością, która nie zna obrazy, i żeby wspierać tych, którzy idą za nami. Można z siebie wiele dać, kiedy jest się samemu obdarowanym. A ja jestem obdarowana przez Boga i przez moich bliskich. Bycie babcią - to dalej przekazany dar i błogosławieństwo.
I tu przykład na: „nie zna obrazy”. Moja wnusia jest na etapie mówienia „idź sobie”, „idź stąd” (kiedy dziadek jest blisko, ja jestem jej niepotrzebna :-). Kiedy tak do mnie mówi, to chcę ją całować… i to robię, zanim sobie pójdę.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.