poniedziałek, 24 stycznia 2011

Dziadek - to on...

Kiedy mój mąż zachorował (wylew krwi do mózgu) znosiłam całą sytuację bardzo dzielnie. Miałam jednak jeden moment takiego przeszywającego serce bólu. Patrzyłam na moją wnuczkę i pomyślałam sobie - Boże, nie pozwól na to, abym już nigdy więcej nie mogła oglądać (i zazdrościć ;-) tego, jak cudownie bawi się ona ze swoim dziadkiem.
I Bóg wysłuchał…

Rozczula mnie widok mojego męża bawiącego się z naszą wnuczką. 
Mężczyzna, z którym spędziłam prawie trzydzieści lat swojego życia, potrafi z anielską cierpliwością kolorować ten sam obrazek, tylko dlatego, że Hania tego od niego chce. 

Rozczula mnie, jak razem z nią układa na podłodze gigantyczne puzzle (ze względu na wielkość pojedynczych cząstek); jak grają w „palyyy!” - czyli w memorkę.
Ile frajdy mam słuchając, jak czyta jej najpiękniejsze z wierszy czy bajek dla dzieci. A przy tym, ile wykazuje inwencji, aby odegrać z małą różne scenki - po domu biegają piraci, królewny, koty w butach… Teraz są na etapie poznawania bohaterów biblijnych.

Uwielbiam patrzeć, jak ją tuli, jak ją przebiera w piżamkę i układa na popołudniową drzemkę. Sprawia mi wielką przyjemność, kiedy słyszę, jak opowiadają sobie szeptem, po ciemku, różne historie. Jednymi z piękniejszych chwil w moim życiu są te, kiedy widzę ich śpiących na jednej poduszce.
Pan Bóg jest dobry, nie mam co do tego najmniejszej wątpliwości.

U dziadka wnukowie mają drugi dom: bezpieczny, przyjazny, ogrzewany miłością i wyrozumiałością. Ewa Glińska

Gdy wnukowie przychodzą, reumatyzm odchodzi. Ewa Glińska

Nikt i nic nie zmusi dziadka do rezygnacji z ciszy, spokoju i wygody… z wyjątkiem dziecięcego głosika: „Pobaw się ze mną”. Ewa Glińska

Natura spowalnia dziadków tak, aby dokładnie dopasować ich krok do kroku wnuków.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.