piątek, 7 stycznia 2011

Kącik dobrej książki

Tytułem wstępu.
Apostoł Paweł w liście do Tymoteusza (II:4,13) napisał takie słowa: Płaszcz, który zostawiłem w Triadzie u Karposa, przynieś, gdy przyjdziesz, i księgi, zwłaszcza pergaminy.
Charles Spurgeon, tak skomentował tę prośbę: Jest on natchniony, a jednak potrzebuje książek! Głosił już Słowo przynajmniej trzydzieści lat, a jednak potrzebuje książek! Widział Pana, a jednak potrzebuje książek!  Miał większe doświadczenie niż większość ludzi, a jednak potrzebuje książek! Był uniesiony w zachwyceniu aż do trzeciego nieba i słyszał niewypowiedziane słowa, których człowiekowi nie godzi się powtarzać, a jednak potrzebuje książek! Napisał większą część Nowego Testamentu, a jednak potrzebuje książek!
Do apostoła Pawła mi we wszystkim daleko, ale jedno mamy wspólne – ja też potrzebuję książek!

"Sposób na niewidzialnego Boga",  Philip Yancey, Credo, Katowice, 2010r.

Książka ta jest, według mnie, dopełnieniem pewnego tryptyku stworzonego przez autora. Pierwsza z książek nosi tytuł „Rozczarowany Bogiem”, druga „Modlitwa, czy to działa?”.
Książka „Sposób na niewidzialnego Boga” dotyczy naszej relacji z Bogiem, którego rzeczywiście nie widzimy, którego głosu nie słyszymy i którego działań (w naszym życiu i nie tylko naszym) do końca nie rozumiemy.
Autor pomaga czytelnikowi odpowiedzieć na nurtujące chyba każdego chrześcijanina pytania: Jaki naprawdę jest Bóg? Jak mogę się z Nim porozumiewać? Czym życie chrześcijanina różni się od życia człowieka niewierzącego? Jeżeli Bóg uzdrawia, dlaczego moi bliscy chorują i odchodzą? Skoro Bóg zmienia ludzi, dlaczego wciąż jestem taki sam?

Kiedy czytałam tę książkę, najbardziej żałowałam, że nie jest moją własnością. (Uwielbiam książki, ale znam też ograniczoność mojego portfela.) Nie mogłam niczego sobie w niej podkreślić, a tyle cennych i pięknych myśli w niej znalazłam. Kilka z nich, które szczególnie do mnie przemówiły, coś mi wyjaśniły, wypisałam sobie na karteczce. Niektórymi chcę się tutaj podzielić.

W przedmowie czytamy takie słowa: W pewnym sensie zacząłem pisać tę książkę już od pierwszego dnia, kiedy poczułem głód poznania Boga. Choć taki zwykły głód może wydawać się prozaicznym powodem, to faktem jest, że wiele przepisów kulinarnych, jakich próbowałem, by go zaspokoić, pozostawiało tylko niedosyt. Chrześcijanie trzymają się obietnicy osobistej relacji z Bogiem, tak jakby chcieli powiedzieć, że poznanie Boga opiera się na tych samych zasadach, co budowanie relacji z ludźmi. Co prawda, nadchodzi dzień, kiedy kurtyna opadnie; kurtyna oddzielająca niewidzialne od widzialnego. Jak jednak dziś mogę mieć osobistą relację z kimś, co do kogo nie mogę mieć pewności, czy naprawdę istnieje? A może jest jakiś sposób, by zdobyć taką pewność? Książka przedstawia podróż od zwątpienia do wiary i jest odzwierciedleniem mojej własnej życiowej wędrówki.

Dalej autor powiedział o sobie: Jestem pielgrzymem, wątpiącym sceptykiem. Dlatego też to, co mogę zaoferować, to tylko spojrzenie z perspektywy pojedynczego pielgrzyma, który, jak to opisał Frederick Buchner, „jest w drodze, choć niekoniecznie zaszedł daleko, ale ma przynajmniej mgliste i nie do końca wyrobione pojęcie, komu podziękować”.

Jego droga do Boga: Co skłoniło mnie do przyjścia do Boga? Nie była to Biblia, literatura chrześcijańska czy kazania. Zwróciłem się do Boga głównie z powodu odkrycia dobroci i łaski w otaczającym mnie świecie: w naturze, muzyce klasycznej  czy miłości romantycznej. Ciesząc się tymi darami, zacząłem się rozglądać za dawcą; pełen wdzięczności, potrzebowałem Kogoś, komu mógłbym podziękować. Bóg był cały czas obecny, czekając aż Go zauważę. Chociaż ciągle nie miałem dowodu, a tylko poszlaki, to one doprowadziły mnie do wiary.

W swoim życiu doświadczyłem zarówno Bożej obecności, jak i poczucia oddalenia, pełni, jak i pustki, duchowej bliskości, jak i mrocznej nicości. Prawdę mówiąc, byłem zupełnie zaskoczony kolejnością i różnorodnością tych etapów mojej pielgrzymki. A kiedy rozglądałem się za jakąś mapą, która dałaby mi obraz tego, czego się mogę spodziewać, nie znalazłem niczego pewnego.

Cytat z Emily Dickinson: Wszyscy na zmianę wierzymy i nie wierzymy sto razy na godzinę, co czyni wiarę sprężystą.

Grzegorz z Nazjanu, któregoś razu określił wiarę świętego Bazylego jako „oburęczną”, bo przyjmował on radości prawą ręką, a cierpienia lewą w przekonaniu, iż jedno i drugie jest częścią Bożego planu.
Osiemnastowieczny jezuita Jean-Pierre de Caussade pragnął przeżywać każdy moment jako Boże objawienie, wierząc, że bez względu na to, jak sprawy wyglądają w danej chwili, cała historia zmierza ku wypełnieniu zamierzonych przez Boga celów. Radził więc: „Kochaj i akceptuj chwilę obecną jako najlepszą z możliwych, z ufnością w Bożą, uniwersalną dobroć (…) Wszystko, bez wyjątku, stanowi narzędzie uświęcenia (…) Bożym celem dla nas zawsze jest to, co służy naszemu dobru”.
Dalej autor kontynuuje: Tak właśnie rozumiem to pojęcie oburęcznej lub dwuręcznej wiary zarówno w teorii, jak i w praktyce. Przyjmuję wszystko bez wyjątku jako Boże działanie w tym sensie, że zawsze pytam Go, czego mogę się z tego nauczyć i modlę się, by użył tego doświadczenia, aby mnie zmienić na lepsze.
[…] Potrzebna nam więc wiara, która w jakiś sposób pozwala zarówno na radość pośród cierpienia, jak i na realizm pośród uwielbienia.

Bóg może znieść nasz gniew i nawet świadome nieposłuszeństwo. Jedyne, co uniemożliwia relację z Nim, to nasza obojętność. […] Natłok drobnych spraw, takich jak psujący się komputer, rachunki do zapłacenia, zbliżający się wyjazd, ślub przyjaciela, pośpiech, stopniowo wypycha Boga gdzieś na obrzeża życia. Są takie dni, kiedy spotykam się z ludźmi, jem, pracuję, podejmuję decyzje i robię wiele rzeczy, nawet przez chwilę nie myśląc o Bogu. Ten rodzaj pustki jest dużo groźniejszy od pustki doświadczonej przez Hioba, gdyż on nawet na chwilę nie przestał myśleć o Bogu.

Kończąc, posłużę się słowami jednego z czytelników: Odwagi, przyjacielu, i niech ta książka będzie tym, czym każda religijna książka być powinna, a mianowicie niedoskonałym drogowskazem, kierującym z nieokreśloną bliżej dokładnością do Tego, na którego wiemy, że mamy prawo wskazywać, choć robimy to anemicznie, zabawnie i czule.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.