wtorek, 21 września 2010

Z prywatnego archiwum: "Czy mamy szansę być świadkami przebudzenia religijnego?

Swego czasu sięgnęłam po książkę Colina Whittakera - „Wielkie przebudzenia” (wyd. Agape 1997). Chciałabym podzielić się z wami kilkoma fragmentami z tej książki. Niektóre z nich głęboko mnie poruszyły, inne pozwoliły mi, poprzez wejrzenie w istotę przebudzenia, zrozumieć czym ono jest. Pragnę jednocześnie zachęcić was od przeczytania tej książki, bo warto. Dlaczego? Chyba najtrafniej ujął to dr Martin Lloyd-Jones: Nie znam niczego, co w moim własnym doświadczeniu byłoby bardziej radosne i pomocne, co działałoby bardziej pokrzepiająco, niż historia przebudzeń. Historia Kościoła, a szczególnie historia przebudzeń jest jednym z najlepszych antidotów na zniechęcenie i depresję kaznodziei (i nie tylko) naszych czasów.
Słowa użyte w Starym Testamencie na określenie przebudzenia oznaczają: przywrócić, odnowić albo naprawić oraz ożywić, przywrócić do życia. Przebudzenia zaczynają się jako Boża odpowiedź na wołanie serca Jego ludu, modlącego się nie tylko o ludzi zgubionych, ale także przyznającego się do potrzeby własnego ożywienia duchowego. Nadrzędnym, wspólnym czynnikiem dla wszystkich przebudzeń była modlitwa. Przebudzenie - to suwerenne dzieło Boga, które rozpoczyna się w Kościele, a prowadzi mężczyzn i kobiety do przekonania o grzechu, pragnienia pokuty oraz oczyszczenia. Efektem tego jest całkowite oddanie się Jezusowi Chrystusowi.
Jonathan Edwards tak opisuje przebudzenie w Nowej Anglii w 1734 r.: Był to koniec grudnia, gdy Duch Boży zaczął działać wśród nas niezwykle i wspaniale. Znienacka nawróciło się pięć czy sześć osób, jedna po drugiej, w bardzo wyraźny sposób. W przypadku niektórych z nich stało się to w nadzwyczajny sposób. Wielkie i szczere przejęcie się wielkimi sprawami religii i wiecznego świata stało się powszechne we wszystkich częściach miasta, wśród wszystkich klas i ludzi w różnym wieku. Dzieło nawrócenia dokonywało się w bardzo zdumiewający sposób i coraz bardziej rosło; dusze przychodziły do Jezusa jakby stadami. Z dnia na dzień, przez wiele miesięcy można było oglądać grzeszników wyprowadzanych z ciemności do cudownej światłości. W miarę upływu czasu liczba prawdziwych świętych pomnażała się. W mieście dokonała się tak rychła przemiana, że następnej wiosny i lata miasto zdawało się być pełne obecności Bożej
Wiemy, co dzieje się dalej. Ożywieni płomienną miłością do Jezusa wierzący prowadzą z kolei niewierzących do miejsca, w którym i oni mogą zostać rozpaleni przez Ducha. Przebudzenie roznieca gorliwość w zdobywaniu innych dla Chrystusa. Nie bez powodu John Wesley (lider wielkiego przebudzenia w Anglii w 1739 r.) nawoływał: Współpracownicy, gdzie tylko otwarte są drzwi, wchodźcie i zwiastujcie ewangelię; czy będzie to dwóch lub trzech, pod żywopłotem czy na drzewie, głoście ewangelię...
Tak więc, choć przebudzenie zawsze rozpoczyna się od ożywienia wierzących, musi znaleźć swój kulminacyjny punkt w nawróceniach niewierzących. Celem przebudzenia jest objawić Pana Jezusa Chrystusa w pełni Jego zbawczej chwały, aby mężczyźni, kobiety i dzieci w każdym kraju mogli uwierzyć w Niego, jako Zbawiciela i uczynić Go Panem każdej sfery swojego życia. Tak więc, ostatecznym celem przebudzenia jest zmiana ludzi i społeczeństwa. Prawdziwe przebudzenie zawsze przynosi trwałe nawrócenia i podnosi społeczne i moralne normy społeczeństw. Dzieje się to dzięki mocy Ducha Świętego, który zmienia serca ludzi. Najlepiej zrozumiemy to na przykładzie przebudzenia w Irlandii w 1859 r.: Przebudzenie to przyniosło trwałe korzyści dla kraju. Duża destylarnia whisky w Belfaście podupadła. W okolicach Connor zamknięto dwa puby, ponieważ ich właściciele nawrócili się, a trzeci zbankrutował z powodu braku klientów. Spadła przestępczość. W pewnym okresie przebudzenia w hrabstwie Antrim pod nadzorem policyjnym nie znajdował się ani jeden więzień, a policja nie odnotowała żadnego przestępstwa.
Dlaczego tak się działo? Bo Bóg połamał silnych mężczyzn i kobiety na kawałki, a potem złożył ich ponownie ku Swojej chwale. Była to operacja przeprowadzona do końca. Nie mogły przetrwać: pycha, pewność siebie, poczucie własnej ważności i godności.
Po przeczytaniu tej książki, odkryjecie jedno - każde przebudzenie jest darem Bożym. Czy możemy liczyć na taki dar - dziś, w XXI wieku? W Polsce? Myślę, że tak. Potrzeba tylko ludzi, którzy z całego serca zaczną się o potrzebę takiego przebudzenia modlić. A nasz kraj bardzo potrzebuje przebudzenia. Oj, bardzo!
Edwin Orr, badacz przebudzeń pisze tak: Przebudzenie, które rozpoczęło się od spotkania modlitewnego czterech młodych mężczyzn w wiejskiej szkole w Kells, wywarło większy wpływ duchowy na Irlandię, niż cokolwiek innego od czasów Świętego Patryka.
Na zachętę, wspomnę jeszcze, co przeczytałam w artykule „Moc Ewangelii w laickiej Francji” (znalazłam to w czasopiśmie Chrześcijanin nr 01-02/2006). Jak wiecie - Francja kojarzy się z bardzo silną, wręcz agresywną laickością. Na ewangelicznych chrześcijan patrzy się z niechęcią, ignorancją. Zbory postrzega się jako niebezpieczne sekty. W jednym z reportaży telewizyjnych, pt. „Kościoły ewangelikalne we Francji coraz bardziej przeszkadzają i budzą niepokój władz”, wypowiedziano taki zarzut: Chrześcijanie ci powołują się na Biblię i wielbią Jezusa. (???) A jednak, wbrew negatywnemu nastawieniu władz i mediów, kościoły ewangeliczne rozwijają się. Zbory francuskie odnotowują coraz więcej nawróceń wśród ludności pochodzenia arabskiego. W 2005 roku miało miejsce 2500 nawróceń z islamu do Chrystusa. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź znajdujemy w tym artykule: W ostatnim czasie wiele kościołów i ruchów chrześcijańskich, pastorzy, liderzy, szeregowi chrześcijanie, w tym tysiące młodych ludzi, jak nigdy do tej pory podjęło się żarliwej modlitwy o Boże nawiedzenie we Francji. W wielu miejscach odbywają się tygodnie postu i modlitwy. W sercach chrześcijan z różnych kościołów narasta silne przekonanie, że niebo otworzy się nad tym krajem. Bóg nie zapomniał o Francji, nie zapomniał o Europie. Ewangelia jest mocą Bożą ku zbawieniu każdego, kto uwierzy, tym bardziej w mocno laickiej Francji.
Pozostaje nam modlić się i wierzyć, że Bóg również nie zapomniał o Polsce...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.