niedziela, 27 lutego 2011

Bukiet chwały


Miłe słowa są jak plaster miodu, słodyczą dla duszy i lekarstwem dla ciała. (Przypowieści Salomona 16:24)  My, Polacy, a może ogólnie Słowianie, mamy duży problem z mówieniem i  przyjmowaniem komplementów. Śmiejemy się z kultury anglosaskiej, gdzie za byle co cię chwalą, klepią po plecach i mówią: „You are doing great job”. Zarzucamy, że jest to sztuczne, nieprawdziwe.
Przyznaję, wolę to, niż jedno zdanie krytyki, po którym, aby się wykurować, trzeba usłyszeć dziesięć zdań zachęty. Tylko od kogo?

Nie umiemy też przyjmować komplementów. Wstydzimy się powiedzieć: „Dziękuję”. Bąkamy coś pod nosem, czerwienimy się. A przyznanie się do tego, że komplement sprawia nam przyjemność i jest zasłużony - O, tego to już za wiele! Cóż za brak pokory!

Ten problem dotyczy wszystkich dziedzin naszego życia. Kościoła też. Dzisiaj nasz pastor dostał za kazanie brawa. Brawa w naszym Kościele są dopuszczalne - tenże sam pastor mówi czasem: „A teraz aplauz dla Boga”. Tym razem chyba miał rację, twierdząc, że nie był to ten właściwy czas. A potem, łagodząc, powiedział anegdotkę: Ktoś pochwalił kaznodzieję za kazanie. Ten w swojej skromności odpowiedział: „To Pan…” . I zaraz usłyszał: „O, gdyby to był Pan, to byłoby znacznie lepiej”.

W tej anegdotce jest jednak wiele prawdy. Otóż, do napisania tego tekstu skłoniło mnie dzisiejsze rozważanie z broszurki „Nasz codzienny chleb”. Wspomniana jest w nim Corrie ten Boom (więcej o niej w załączonej notce biograficznej), której nie szczędzono pochwał za jej bogobojność i służbę. Corrie mówiła, że kiedy wracała do domu, klękała i z wdzięcznością przedstawiała wszystkie usłyszane komplementy Bogu. Nazywała to obdarzaniem Boga „bukietem chwały”.

Dalej w rozważaniu czytamy: Pan udzielił każdemu z nas darów, by wykorzystać je w służbie innym (I Piotra 4:10), „aby we wszystkim był uwielbiony Bóg przez Jezusa Chrystusa. Jego jest chwała i moc na wieki wieków” (w. 11). Nie mamy nic innym do zaoferowania prócz tego, co najpierw otrzymaliśmy od Pana (I Koryntian 4:7), aby cała chwała należała się Jemu.

Aby nauczyć się pokory, moglibyśmy naśladować przykład Corrie. Gdy otrzymujemy komplement za coś, co powiedzieliśmy lub uczyniliśmy (lub napisaliśmy - tak jak ja piszę), dajmy Bogu w prywatnej chwili bukiet chwały, gdyż tylko On na niego zasługuje. (Autorką rozważania jest Anne Cetas)

I jeszcze jeden cytat: Jeśli kiedykolwiek doświadczyłeś ponadnaturalnej przychylności ze strony innych ludzi (moje: komplement, pochwała, docenienie, wdzięczność), to dlatego, że światło Pana promieniało nad tobą. Ludzie mogą nawet nie zdawać sobie sprawy, że to, co widzą w tobie - to Bóg. Gdy coś takiego nam się przytrafia, możemy jedynie oddać Bogu chwałę i dziękczynienie. Joyce Meyer, Boża łaska

***

Notka biograficzna o Corrie ten Boom:

Corrie ten Boom - urodzona w 1892 roku w Haarlem (Holandia), była córką Caspra ten Boom, zegarmistrza. Gdy dorosła wyuczyła się tego samego zawodu, który wykonywał ojciec. Wspólnie ze swoją siostrą poświęcała się pracy wśród „młodzieży specjalnej troski.”
Tak było, aż do momentu zajęcia Holandii przez wojska niemieckie. Wtedy wraz z rodziną zajęła się udzielaniem pomocy prześladowanym Żydom. Rodzinę aresztowano w kwietniu 1944 roku. Ojciec nie przetrzymał więzienia w Scheveningen, gdzie zmarł. Corrie i Betsie znalazły się najpierw w obozie koncentracyjnym w Vught, a następnie zostały przetransportowane do Ravensbruck, gdzie - w stanie krańcowego wyczerpania - zmarła Betsie.
Corrie ten Boom, niespodziewanie, z niewyjaśnionych powodów zwolniono z obozu 28 grudnia 1944 roku. Jej życie uległo zupełnej przemianie. Zaczęła wtedy służbę jako wędrująca ewangelistka, zwiastująca Bożą miłość. Zajęła się niesieniem pomocy ofiarom wojny - zarówno pokrzywdzonym, jak i krzywdzicielom. Głoszenie przebaczenia stało się głównym tematem jej ewangelizacji w Niemczech.
W roku 1953, mając 61 lat, podjęła pracę pisarską, którą traktowała jako przedłużenie służby ewangelizacyjnej. Opublikowała 25 książek. Jedna z nich pt. „Bezpieczna kryjówka”, w której opisuje swoje przeżycia w obozie koncentracyjnym, stała się światowym bestsellerem. W roku 1974 książkę tę sfilmowano, a film oglądało miliony ludzi, m.in. w Niemczech.
Mimo swojego zaawansowanego wieku gorliwie poświęcała się pracy duszpasterskiej. Sztuczny stymulator serca, umożliwiał jej kontynuację służby.
Corrie zmarła w 1983 roku, w dniu swoich 91 urodzin. Odeszła do Tego, którego tak bardzo kochała i któremu poświęciła wszystkie swoje siły.
Zachęcam do przeczytania książki „Bezpieczna kryjówka” i do obejrzenia filmu.
Osobom posługującym się językiem angielskim polecam książkę pt. My years with Corrie” autorstwa Ellen de Kroon Stamps (pielęgniarki Corrie).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.