piątek, 18 lutego 2011

Pamiętnik z Austrii - cz. 10

24 sierpnia - niedziela

Nadeszła pora wyjazdu. Nie wracamy jednak gęsiego. Samochody, o różnych porach, rozjeżdżają się w różne strony.  Ci, najbardziej zdeterminowani, wyruszają o 4-tej rano. Przemek planuje dojechać do Katowic, stamtąd do Świebodzina i ze Świebodzina do Warszawy... Leon musi pokonać trasę St. Wolfgang - Warszawa i Warszawa - Radom. O 6-tej odjeżdżają Jarek z Agnieszką, planując zahaczyć jeszcze o Węgry. Jolcia zostaje sama na polu bitwy, bez Taty - Gęsi, ale z Olą u boku, która, jak wszyscy wiemy doskonale orientuje się w mapie.

Obie, z Dorotą, żegnamy odjeżdżających. Po kolejnym pożegnaniu stwierdzamy, że nie warto już kłaść się spać. Szykujemy śniadanie dla tych, co pozostali: Carter’owie i Asia z Piotrem. Ci ostatni zmierzają zupełnie w innym kierunku, bo aż na Słowenię. My, planujemy dojechać do mojej mamy, do Jeleniej Góry. Po drodze zatrzymamy się w Pradze.

Po śniadaniu jeszcze tylko Zimmer Inspektion z bratem Adolfem. Towarzyszą mu Asia i Piotr. Brat Adolf jest zadowolony z naszych porządków. Jedyne, czego oczekiwał od Asi i Piotra, to, aby kołdry i okna pozostawione zostały w Standard Position. (Tzn. kołdry złożone na cztery, a okna pozostawione uchylnie:-)).

A potem, otrzymawszy wymodlone przez  brata Adolfa błogosławieństwo, wyruszyliśmy w drogę. Po kilku godzinach spłynęły do nas SMS-owe wiadomości o szczęśliwym dotarciu do celu wszystkich naszych podróżników. I nam też ta podróż przebiegła pomyślnie. Chwała Bogu.

***

Zainteresowanych pobytem w pensjonacie „Grüne Au“ odsyłam na oficjalną stronę: KLIKNIJ.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.