17 sierpnia - niedziela
Tym razem pewna odmiana - Baden by day!
Po śniadanku i porannej społeczności, już wszyscy, udaliśmy się do Baden. Dołączyła do nas Leanne z dziećmi. Zaczęliśmy od zwiedzania rozarium. Wyobrażacie sobie 20 000 krzaków róż/800 odmian na 90 000 m2 ? Te kolory! Ten zapach!
Potem przyszła kolej na powrót do Kurpark‘u, czyli parku zdrojowego. Przed wejściem spotkaliśmy się z Przemkiem, Stasią i Władkiem, i Martą, którzy dopiero teraz dojechali do nas z Polski. Kurpark urzeka piękną roślinnością, fontannami, pomnikami znamienitych gości oraz zachwyca kwiatowym zegarem, który tyka tu już od 1929 roku i wciąż pokazuje prawidłową godzinę.
Jeszcze raz przeszliśmy uliczkami Baden, podziwiając jego architekturę i urocze zakątki.
Opuszczaliśmy Tribuswinkel pełni nowych przeżyć i wrażeń, ciekawi tego, co przyniosą nam kolejne dni w Austrii.
Droga do St. Wofgang zajęła nam kilka godzin. Ale nie była uciążliwa. Głównie jechaliśmy autostradą, podziwiając piękne widoki: zielone lasy i łąki, uprawione pola, urocze miasteczka i wsie z daleka bielejącymi kościółkami o strzelistych wieżyczkach, zamki osadzone na wzgórzach i nie ruszone zębem czasu, a potem...
Potem pojawiły się góry. Pasmo Traunstein ze swoim szczytem o wysokości 1691 m, odbijającym się w jeziorze Traunsee. Ci, którzy wcześniej studiowali mapę domyślili się, że już jesteśmy blisko.
Do ośrodka „Grüne Au“ dotarliśmy bez kłopotów (dokładnie wg otrzymanych wskazówek). Po dłuższym dzwonieniu, pukaniu i nawoływaniu, z balkonu nad nami, wychylił się brat Adolf: „A, Polnische läute... Herzlich willkommen! Eins, zwei, drei... Hm... Zwanzig? Wehre ist ein Personen? Eins, zwei, drei... Toilette! Acha.“
Potem brat Adolf do nas zszedł i baaaaaaardzo długo nas witał. Każdego osobiście. Przydzielił nam pokoje. Pomodlił się i zaśpiewaliśmy pieśń Gdy na ten świat spoglądam wielki Boże...
Daliśmy sobie czas na rozlokowanie się w pokojach, a dyżurnym na przygotowanie kolacji, która przyjechała w samochodzie Asi i Piotra (5 puszek 2,5 kg fasolki po bretońsku i flaczków! - pyszności). Niektórzy, w tzw. międzyczasie, zdążyli już być nad jeziorem. Inni, zmęczeni podróżą, siedząc na tarasie sycili wzrok wspaniałymi widokami: Alpy, jezioro i tyrolskie domki. I to nie był sen. Byliśmy w sercu Austrii. Najpiękniejszej jej części - w krainie Salzkammergut!
Tego wieczora mieliśmy jeszcze oficjalne rozpoczęcie obozu w trzech wydaniach. Paweł, jako organizator tego zamieszania. Brat Adolf, jako gospodarz, jeszcze raz „krótko” nas przywitał. Zrobił z nami egzegezę Psalmu 23 („Grüne Au” to po prostu zielona niwa) i podał też kilka kurze technische Information. Oraz Warren, który nie tracąc czasu przedstawił nam siebie i zarys nauczania, jakie dla nas przygotował.
Kolejny piękny i ekscytujący dzień w Austrii dobiegł końca.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.