Tak się zdarzyło, że już trzykrotnie poproszono mnie o wygłoszenie tego tematu, dlatego pomyślałam sobie, że może jest on wart zamieszczenia na blogu. Będę miała większą motywację, aby myśleć nad czymś nowym J. Do tekstu załączam tzw. Appendix. We wcześniejszym poście.
Nawet w śmiechu może serce boleć, a radość może się skończyć strapieniem. Przyp. 14:13
Wstęp
Na całym świecie żyją ludzie, których dotykają przeróżne problemy. Sprawy nie idą tak jak oni tego oczekują. A reakcje na napotkanie problemy są różne:
Ø jedni potrafią dostosować się do zaistniałych trudności,
Ø dla drugich jest to po prostu niemożliwe,
Ø innych wiara zaczyna się chwiać w podstawach,
Ø drudzy w wierze odnajdują możliwość odpoczynku, niezależnie od tego, co im się dzieje,
Ø niektórym wydaje się, że Bóg jest, gdzieś daleko od nich,
Ø kiedy inni, wprost przeciwnie, czują bliskość Boga, jak nigdy dotąd.
Ze zrozumiałych przyczyn, po prostu każdy z nas jest inny, trudno jest wspierać i zrozumieć drugą osobę, kiedy zmaga się ona z trudnościami czy bólem. Wydaje nam się tylko, że rozumiemy jak taka osoba się czuje, dlatego, że jej doświadczenie wydaje nam się podobne do tych, przez które my kiedyś przeszliśmy lub aktualnie przechodzimy. A jeśli nawet choć trochę możemy identyfikować się z drugą osobą, to musimy jasno sobie powiedzieć, że każda osoba i jej doświadczenie jest czymś unikalnym i niepowtarzalnym, czymś indywidualnym.
W obliczu przeróżnych trudności, niepowodzeń, zawodów, zranień, choroby przychodzi taki moment bezradności, kiedy każdemu z nas opadają ręce. Jest taka historia biblijna, która doskonale to obrazuje. W Księdze Rut 1:1-22 poznajemy tu trzy kobiety:
Ø Noemi - Izraelitkę, która znalazła się w obcym kraju; jest wdową i właśnie straciła dwóch swoich synów,
Ø Rut i Orpę - Moabitki - jej synowe, bezdzietne wdowy.
Skupmy się w tej chwili na Noemi. Dwukrotnie w tym rozdziale jest powiedziane o niej - pozostała sama: 1:3 - umarł Elimelech mąż Noemi i pozostała ona sama wraz z dwoma swoimi synami... 1:5 - gdy obaj synowie też umarli, pozostała ta kobieta osierocona, bez obu swoich synów i bez męża... Te dwa słowa pozostała sama kipią emocjami i wyrażają rozczarowanie, ból serca i głęboki wstrząs. Śmierć bliskiej osoby, rozwód - są to straty, które zajmują najwyższą pozycję w hierarchii stresów. Jakże Noemi musiała być w tym wszystkim osamotniona - w obcym kraju, pozbawiona tego, co było jej bliskie i co dawało jej poczucie bezpieczeństwa.
Ale synowe Noemi również głęboko cierpiały z powodu zaistniałej sytuacji. Obcy mężowie sprawili, że odizolowały się od swoich rodaków. A teraz są samotnymi wdowami, bez dzieci. Gdzie szukać punktu zaczepienia do budowania dalszego życia? Nie ma nikogo na kim mogłyby się wesprzeć.
Te trzy kobiety stanęły bezradnie rozkładając swoje ręce.
Noemi ubrała to w takie słowa: 1:21 - bogata wyszłam, a Pan zgotował mi powrót w niedostatku...
Pytanie „Dlaczego?”
Napotkanie problemów w naszym życiu automatycznie budzi w nas pytanie o powody za nimi się kryjące. To nie jest złe pytanie. Nie bójmy się go zadawać. Należy je jedynie zadawać z dużą pokorą - niezależnie do kogo je kierujemy.
Właściwa ocena sytuacji, włącznie z refleksją i oceną samych siebie, jest dobrą rzeczą i jeżeli dzieje się to w zdrowy sposób, pomoże nam rozsądnie ocenić przyczyny oraz naszą rolę w tym, co dzieje się w naszym życiu. Nie należy w tym jednak przesadzać, ani też pozwalać innym, aby według swego „duchowego oglądu” (w cudzysłowie) oceniali naszą sytuację. Bo mogą oni się mylić, a może okazać się, że jeszcze bardziej nas skrzywdzą.
Księga Rut nie mówi nam nic o tym, czy Noemi pytała kiedykolwiek siebie (lub Boga) - czym sobie zasłużyła na taki los. Niektórzy, ci bardziej duchowi, doszukują się winy tego małżeństwa w opuszczeniu swojego narodu i przyłączeniu się do innego ludu. Ale Słowo Boże nie wypowiada się na ten temat.
Niestety, zawsze, gdy spotyka nas niespodziewane przykre doświadczenie, mamy pokusę poszukiwać w tym własnej winy i oskarżamy się. A jeśli my tego nie robimy, znajdą się ludzie, co najlepiej wiedzą, jaki nasz grzech jest przyczyną naszych niepowodzeń. Czasem nam, stojącym zewnątrz, wydaje się, że musimy potrafić wyjaśnić i dać właściwą odpowiedź na pytanie naszego cierpiącego przyjaciela: „Dlaczego?”. Ale tak naprawdę, to powinniśmy zrozumieć, że milczenie i otoczenie ramieniem drugiej osoby jest większym błogosławieństwem, niż szybki i nieprzemyślany osąd sytuacji. Przypomnijmy sobie Hioba i jego przyjaciół, którzy odwiedzili go w jego nieszczęściu. Księga Hiob 2:13 - I siedzieli z nim na ziemi siedem dni i siedem nocy, a żaden nie przemówił do niego ani słowa. Widzieli bowiem, że jego ból był bardzo wielki. Niestety, tylko do czasu milczeli, a potem mówili wiele krzywdzących słów i sądów o Hiobie, i wiele nieprawdy na temat samego Boga.
Pozwólcie, że przytoczę tu cytat z książki „Księżycowe dziecko”. Autorką jest Beata Jaskuła-Tuchanowska. Baptystyczna poetka, pisarka, pisze też książki dla dzieci. „Księżycowe dziecko” to opis kilku miesięcy z życia jej niepełnosprawnej córeczki. Beata pisze tak: Ludzie, gdy jakieś nieszczęście dotyka ich, pytają często: „Dlaczego ja?, Dlaczego mnie?”. A ja wiem, że równie tyle samo jestem warta i niewarta jak inni, których spotykają różne nieszczęścia i klęski. Pogodzenie się z wolą Bożą, wiara w jej słuszność, pozwala nam cieszyć się każdym podarowanym dniem... Każdym osiągnięciem i uśmiechem Martynki... Znacznie lepiej jest rozpocząć swoje życie rodzica dziecka niepełnosprawnego od zadania sobie pytania: „Dlaczego nie ja?”. Niż pytanie pełne pretensji do niewiadomo kogo: „Dlaczego ja?”. Wówczas dopiero, gdy w pełni pogodzimy się ze swoją sytuacją będziemy mogli w pełni pokochać swoje dziecko, za to, że jest, zamiast za to, jakie jest.
A co z wiarą i zaufaniem? Znowu zatrzymamy się przy Noemi.
Kiedy nie jest możliwym zidentyfikowanie przyczyny naszego mizernego położenia, wtedy silna potrzeba zrozumienia naszej sytuacji może mieć na nas dwojaki negatywny wpływ:
Ø może wywołać u nas depresję lub gorycz,
Ø może mieć niewłaściwy wpływ na nasze widzenie Boga, a w konsekwencji na stan naszej wiary; czasami w naszej bezradności oskarżamy Boga za nasze niepowodzenia i smutki.
Tak postąpiła Noemi:
1:13 - przeciw mnie zwróciła się ręka Pana...
1:20 - Wszechmogący napoił mnie wielką goryczą...
1:21 - Pan zgotował mi powrót w niedostatku...
- Pan wystąpił przeciwko mnie...
- Wszechmogący zło mi zgotował...
Czy Noemi nadal ufała Bogu Izraela? Co interesujące, nadal nazywa Go - Panem, Wszechmogącym, nawet w chwilach, gdy oskarża Go, jako sprawcę i autora swoich nieszczęść. Wyznaje, że nadal wierzy w Jego istnienie i suwerenność, ale wydaje się, że utraciła wiarę w Jego dobroć - przynajmniej w stosunku do siebie. Do swoich synowych mówi: 1:8 - niech Pan okaże wam dobroć... Jakby chciała dodać - bo mi nie okazuje, o mnie zapomniał... Jeśli taka jest właśnie nasza postawa, sami stwarzamy dystans pomiędzy nami a Bogiem.
Noemi zaczęła skupiać się na sobie i użalać nad sobą, Wypełniła ją gorycz i złość, szczególnie w stosunku do Boga: 1:13 - wielką gorycz mam w duszy..., że przeciw mnie zwróciła się ręka Pana...
Kiedy ból, przez który przechodzimy przygniata nas, a nasze pytanie „Dlaczego?” nie znajduje satysfakcjonującej odpowiedzi, popadamy stopniowo w coraz większy destruktywny negatywizm. Tak jak stało się z Noemi: 1:20 - nie nazywajcie mnie Noemi, nazywajcie mnie Mara, gdyż Wszechmogący napoił mnie wielką goryczą... Mara - znaczy: gorycz, zgorzknienie; Noemi - znaczy: powab, wdzięk, uroda.
Noemi przestała być powabna, pełna uroku. Stała się nieszczęśliwą, godną politowania kobietą. Gorycz zostawiła piętno na jej twarzy. Takie, że nawet ludzie jej nie poznali: 1:19 - powstało z powodu nich wielkie poruszenie i kobiety mówiły: Czy to jest Noemi?
Noemi jest przykładem osoby, która w trudnych doświadczeniach odwraca się od Boga. Ale jest też inne rozwiązanie.
Ukrycie się w Bogu
Ukrycie się w Bogu
Jak w obliczu tych nieszczęść zachowała się Rut? Jej reakcja była całkowicie odmienna. Postanowiła towarzyszyć swojej teściowej w drodze do Betlejem i bardzo jasno się określiła: 1:16 - dokąd ty pójdziesz i ja pójdę, gdzie ty zamieszkasz i ja zamieszkam; lud twój - lud mój; a Bóg twój - Bóg mój... I to było kluczowe w jej decyzji. Później Boaz to zauważył, mówiąc: 2:12 - przyszłaś, aby się schronić pod skrzydłami Pana, Boga Izraelskiego...
Ø Kiedy nie znamy Boga, bardzo trudno jest nam przyjść do Niego.
Ø Kiedy znamy Go, jako swojego Pana, Ojca, Przyjaciela - wtedy łatwiej jest nam przynosić przed Niego naszą sytuację i nasze pytanie: „Dlaczego?”.
Psalm 94:19 mówi: Pociechy twoje rozweselają dusze moją w licznych utrapieniach serca mego... Autor nie mówi tu nic, o rozwiązaniu swoich problemów, ani o otrzymaniu odpowiedzi na swoje pytania. On mówi o otrzymaniu pociechy, pomimo licznych utrapień serca.
Filipian 4:7 mówi i obiecuje, że kiedy powierzymy nasze troski Bogu, pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc naszych i myśli naszych...
Nasze pytania i zmagania mogą zostać uciszone, kiedy schronimy się pod skrzydła Najwyższego. Psalmista Dawid ujmuje to tak: Psalm 131:2 - zaiste uciszyłem się i uspokoiłem mą duszę, jak dziecię odstawione od piersi u swej matki (znacie ten obraz: najedzone, nasycone, słodko śpiące - taką jeszcze niedawno oglądałam moją wnusię); tak we mnie spokojna jest dusza moja.
W naszych życiowych zmaganiach konieczna jest akceptacja stanu rzeczy.
Kiedy zostajemy skonfrontowani z bolesnymi wydarzeniami w naszym życiu, jedno uczucie, myśl jest silnie dominujące - żeby wszystko się odwróciło, aby powróciło do stanu pierwotnego, a nawet, aby było lepiej niż przed tragedią, jaka nas spotkała. Są to oczywiście nierealistyczne oczekiwania.
Kiedy umiera ktoś bliski, albo rodzi się upośledzone dziecko, nic nie jest w stanie tego zmienić. Jedyną opcją jest właściwe znalezienie się w danej sytuacji - rozpoznanie jej oraz zaakceptowanie.
Jeśli nie osiągniemy tego stanu, to tak jak Noemi, zmagając się, pozostaniemy zgorzkniali i zniewoleni. Kiedy osiągniemy stopień, w którym będziemy w stanie zaakceptować zaistniałą sytuację, to nie tylko pozwoli nam to osiągnąć stan wewnętrznego pokoju, ale też będzie miało wpływ na inne rzeczy. Na przykład będziemy gotowi zauważyć nowe możliwości, jakie są przed nami. Łatwiej nam będzie znosić daną sytuację, odzyskamy utraconą energię i zyskamy nieoczekiwane siły i zachętę do działania.
Oczywiście, akceptacja jest owocem stopniowej zmiany naszych uczuć i myśli. Akceptacja musi być podyktowana decyzją naszej woli. Naturalną rzeczą w trudnych sytuacjach jest smutek, żal, zmaganie się z niewiarą, gniewem, uruchamianie systemu zaprzeczeń. Ale taki stan nie powinien trwać wiecznie. Akceptując daną sytuację, pozostawimy przeszłość za sobą i wolni zaczniemy posuwać się do przodu. Nawet jeśli czujemy się, jakbyśmy stali z pustymi rękami, to mamy siły, aby je podnieść i otworzyć na nowe rzeczy.
Powróćmy na koniec do Noemi, Orpy i Rut.
Orpa - postanowiła powrócić w swoje rodzinne strony do Moabu. Więcej o jej losach nie czytamy.
Noemi i Rut zostały razem.
Noemi:
Ø postanowiła wrócić do kraju,
Ø pełna goryczy i użalania się nad sobą,
Ø czuła się zmęczona,
Ø obciążona bólem i rozczarowaniami,
Ø trudno jej było zaakceptować swój los.
Rut:
Ø postanowiła towarzyszyć starej, zgorzkniałej kobiecie (podziwiam ją),
Ø wybrała nowy kierunek, czyniąc wielki krok wiary,
Ø znalazła wolność,
Ø chroniąc się pod Bożą opieką, znalazła poczucie bezpieczeństwa,
Ø miała wystarczająco siły, aby wspierać teściową,
Ø zaakceptowała swoją sytuację, zyskując tym samym nadzieję na lepszą przyszłość,
Ø znalazła pokój i świeże siły, nie tylko dla siebie, ale też dla Noemi.
Doświadczanie problemów kieruje nas w dwie różne strony. Tam, gdzie jedni popadają w depresję, inni odnajdują pokój. Tam, gdzie inni oddalają się od Boga, inni wydają się zbliżyć do Niego jeszcze bardziej.
Prawda jest też taka - jeśli znajdziesz swoje miejsce schronienia w Bogu, tak jak Rut przechodząc przez trudności, możesz stać się błogosławieństwem dla innych.
***
Cytat: Bóg pragnie z tobą rozmawiać. Chce cię słuchać. Będzie cierpliwie czekał, aż znajdziesz właściwe słowa. Wolno ci mówić o tym, co myślisz i co czujesz. Możesz płakać i narzekać. Możesz nawet wypowiadać wyrzuty w Jego stronę. Gdy już wszystko wypowiesz, daj też czas Bogu, aby mówił do ciebie. On czyni to z wyczuciem i delikatnością. Mówi mądrze i z wyrozumiałością. Wtedy odczujesz, że wszystko będzie dobrze. Jürgen Werth
***
Cytat: Bóg pragnie z tobą rozmawiać. Chce cię słuchać. Będzie cierpliwie czekał, aż znajdziesz właściwe słowa. Wolno ci mówić o tym, co myślisz i co czujesz. Możesz płakać i narzekać. Możesz nawet wypowiadać wyrzuty w Jego stronę. Gdy już wszystko wypowiesz, daj też czas Bogu, aby mówił do ciebie. On czyni to z wyczuciem i delikatnością. Mówi mądrze i z wyrozumiałością. Wtedy odczujesz, że wszystko będzie dobrze. Jürgen Werth

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.