piątek, 18 lutego 2011

Pamiętnik z Austrii - cz. 8

22 sierpnia - piątek

Tym razem czekała nas prawdziwa alpejska wycieczka. Panie zamieniły swoje sandałki i pantofelki na adidasy. Jedziemy w wysokie góry. Pasmo nazywa się Dachsteingruppe. Góry są skaliste, a ich szczyty przypominają szczęki rekina - są ostre i groźne.

Naszym celem jest zdobycie trzech jeziorek, które leżą tuż u stóp najwyższego, pokrytego wieczną zmarzliną, szczytu Hoher Dachstein (2995 m.). Kilkoro śmiałków (Anuś, Rafał i Trax) porywają się na dotarcie prawie do samego lodowca. Czas i trudny szlak nie pozwala im na to. Mogą jednak pochwalić się pewnym sukcesem, bo byli jedynymi spośród nas, którzy oglądali trzy jeziorka Gosau z góry i widzieli lodowiec z bardzo bliskiej odległości.

My, spacerowicze, pomimo trasy prostej jak drut, zboczyliśmy niej na krótką chwilę. Szybko jednak nadrobiliśmy stratę i bez żadnych już przygód dotarliśmy na wysokość ok. 1960 m., do schroniska nad pięknym Hint. Gosausee.

Po drodze zachwycaliśmy się majestatycznymi szczytami gór, moczyliśmy nogi w lodowatym alpejskim jeziorku i hasaliśmy po olbrzymich narzutowych głazach. Cieszyliśmy wzrok malowniczymi wodospadami, podziwialiśmy alpejską roślinność... A potem, w nagrodę, zjedliśmy Apfel  Strudel i napiliśmy się, każdy według uznania - ja spróbowałam brzoskwiniowego Schnapsa (Warren mnie skusił), który miał dodać mi energii na drogę powrotną. A w ogóle, to najwięcej wypiliśmy krystalicznie czystej i zimnej alpejskiej źródlanej wody.





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.