23 sierpnia - sobota
Zaczął się ostatni dzień naszego pobytu w Austrii. Zatem, przed nami ostatnia wycieczka - druga wycieczka po krainie Salzkammergut. Brzegiem naszego jeziora docieramy do drugiego jego krańca, niewielkiego miasteczka St. Gilgen. Uroczymi uliczkami docieramy do brzegu jeziora i raczymy się niezwykłym widokiem wysokich, ale łagodnych gór, gdzie króluje dobrze znany nam Schafberg.
W St. Gilgen urodziła się matka Mozarta. Na lokalnym cmentarzu odkrywamy też ciekawy pomnik poświęcony żołnierzom poległym w czasie II wojny światowej.
Jedziemy dalej, zmierzając do miasteczka Mondsee, którego główną atrakcją jest Mondsee - Jezioro Księżycowe - najcieplejsze jezioro w tej krainie. Tutaj nasze drogi rozchodzą się. Każdy spędza czas według własnego uznania - jedni zmierzają prosto w stronę jeziora, aby na ławeczce przy promenadzie nacieszyć oczy górami i wodą. Drudzy ruszają w miasto, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
Jest ono odmienne od tych małych miasteczek, które do tej pory oglądaliśmy. Zamiast tyrolskich domków z kwiecistymi balkonami i malunkami na ścianach, jego rynek zdobią kolorowe kilkupiętrowe kamienice. Piękne, bogate architektonicznie. Równie ciekawy jest kościół parafialny. Duży gotycki kościół z barokowym wnętrzem. Kościół ten znany jest z filmu „The Sound of Music”, ze sceny ślubu. My też trafiliśmy na ślub i przez moment mogliśmy być świadkami tej uroczystości w tyrolskim wydaniu (mam tu na myśli głównie stroje i stronę muzyczną tego wydarzenia).
Po dłuższym spacerze przyszła pora na ostanie Apfel Strudel. Cóż, wszystko, co dobre, szybko się kończy.
W drodze powrotnej do domu, objechaliśmy Mondsee, kierując się w stronę jednego z najpiękniejszych zakątków Austrii - Attersee. Jadąc kilkukilometrową trasą, jakby przyczepioną do jeziora, podziwialiśmy towarzyszące nam widoki. Podnóżami pasma górskiego Hollengebirge, przebiliśmy się drogą wśród lasów prosto do St. Wolfgang.
Dzisiejszy, pełen wrażeń dzień, jak zwykle zakończyliśmy przy Słowie Bożym. Warren zamknął i podsumował swój cykl nauczania. Paweł w naszym imieniu wyraził mu wdzięczność za to, czego mogliśmy nauczyć się w ciągu tych wspólnie spędzonych godzin. To nie był zmarnowany czas i dlatego wierzę, że przyniesie on swój owoc, chociażby w postaci naszego osobistego zaangażowania w życie Kościoła, którego jesteśmy częścią.
Potem były jeszcze inne oficjalne przemówienia, podziękowania, prezenty. Brat Adolf wielce wzruszył się, że przewidzieliśmy również prezent dla niego. W swoim pożegnalnym przemówieniu, w sposób ściskający nasze serca wyraził skruchę za okrucieństwa narodu niemieckiego podczas II wojny światowej i w imieniu swoich rodaków prosił o przebaczenie.
Zakończyliśmy nasz wypoczynek w Austrii z pełną świadomością, że największa wdzięczność i chwała należy się Bogu. Za to, że stworzył tak piękny świat; za to, że istnieją jeszcze ludzie, którzy o ten świat potrafią dbać i troszczyć się (tak jak to było zamierzone wg Ks. Genesis); że żyje na tym świecie pewien Adolf, który swój własny dom przeznaczył na wspaniałe miejsce wypoczynku dla wierzących braci i sióstr z całej Europy; za to, że mogliśmy być pierwszą polską grupą, która mogła tu przyjechać; że prowadził nas i chronił w tak długiej drodze; że dał nam piękną pogodę; że pozwolił nam, dzięki Swojemu słudze Warrenowi, na nowo rozkochać się w Swoim Słowie i w Kościele; i za całe mnóstwo innych rzeczy…



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.